15 najbardziej znanych motywów muzycznych w filmach – część II

Pierwszą część artykułu „15 najbardziej znanych motywach muzycznych w filmach” znajdziecie tutaj.

Miejsce 10 – Powrót do przyszłości (1985 – 1990)

Trylogia Roberta Zemeckisa o doktorze Brownie, który przemienia starego gruchota w maszynę do podróży w czasie. Film darzę wielkim sentymentem, dlatego mogę być subiektywny wobec motywu muzycznego z „Powrotu do przyszłości”. To właśnie ten film ukształtował w czasach dziecięcych mój gust filmowy, wstyd przyznać, ale do dzisiaj marzę o własnym DeLorean’ie. Przygody Marty’ego (Micheal J. Fox) oraz szalonego naukowca Emmett’a (Christopher Lloyd) można oglądać w nieskończoność; czy to w miasteczku z lat 50. czy w futurystycznej przyszłości. Dla osób, które nie oglądają filmu jak familijną rozrywkę, dzieło ma do zaoferowania masę pułapek logicznego myślenia (bo czy jeśli cofnę się w czasie i poderwę własną matkę to zniknę?).

Za niezwykłą ścieżkę dźwiękową stoi Alan Silvestri. W jego muzycznym CV znajdziemy takie pozycje jak „Predator”, „Van Helsing” czy legendarny „Forrest Gump”. Specjalizacją Alana Silvestri są przede wszystkim filmy akcji. W 1984 zawarł niepisany pakt z Robertem Zemeckis’em i razem współpracowali przy około 10 filmach. Ich największymi dziełami jest „Forrest Gump” oraz „Cast away”.

Dlaczego ten utwór jest taki wyjątkowy? Pomijając oczywiste sentymenty (wciąż oczyma wyobraźni widzę kulminacyjne sceny z trylogii), soundtrack nadaje tempa wydarzeniom w filmie; ucieczce przed bandytami czy ratunkowi z pociągu i wkłada je w spektakularne ramy.

Miejsce 9 – Park Jurajski (1993 – 2001)

Choć to kino familijne, trup ściele się gęsto. Jak dziś pamiętam moment ujrzenia wielkiego tyranozaura na ekranie. Na współczesnych młodych widzach film pewnie nie już wrażenia, ale gdy ja będąc dzieckiem po raz pierwszy zobaczyłem ten cud, oczy niemal wypadły mi z orbit.

Mimo że film pełen jest elementów napięcia, a nawet grozy, soundtrack jest wyjątkowo spokojny. Jego funkcją jest raczej podkreślanie piękna wymarłych stworzeń, aniżeli straszenie nas nimi. Dźwięki idealnie wkomponowują się w panoramiczne obrazy przedstawiające dziką wyspę i dinozaury ją zamieszkujące. I mimo że soundtrack nie pędzi, nie znaczy to, że nie jest mocny. Robi dokładnie to, co muzyka filmowa ma robić, czaruje. Autorem muzyki jest John Williams.

Miejsce 8 – Gladiator (2000)

Jeden z najwspanialszych filmów w historii kina. Ridley Scott stworzył arcydzieło w pełnym tego słowa znaczeniu. Historia Maximusa (Russel Crowe) opowiada o pragnieniu powrotu do domu wielkiego rzymskiego dowódcy. Z pretendenta na tron monarchy, żołnierz staję się gladiatorem walczącym ku uciesze gawiedzi. Jak na wielkie dzieło przystało, istnieje tutaj wspaniały soundtrack. Jego autorem jest Hans Zimmer. Żywa legenda. Na koncie ma muzykę do takich filmów jak „Incepcja”, „Król lew” czy „Ostatni samuraj”.  Jest laureatem nagrody Akademii za muzykę do przygód Simby.

Dlaczego te chóralne pieśni napawające nas spokojem są tak niezwykłe? Subtelna kompozycja podkreśla piękno marzenia naszego głównego bohatera. Utwór wykorzystano w najbardziej lirycznych momentach, między innymi legendarna scena spaceru po Elizjum. Utwór idealne odzwierciedla uczucia gladiatora, który po ciężkiej walce w końcu dociera do żony i syna. Motyw muzyczny zdobył Złotego Globa.

Miejsce 7 – Rydwany ognia (1981)

Choć Hugh Hudson wyreżyserował tylko kilka filmów, w jego skromnej koronie znajduję się prawdziwa perła. „Rydwany ognia” to oparta na faktach historia opowiadająca o dwójce atletów startujących w igrzyskach olimpijskich. Jeden zawodnik startuje dla chwały swojej, inny dla chwały Boga. Porywająca opowieść posiadająca jeden rewelacyjny soundtrack, za który odpowiedzialny jest Vangelis. Jego niewątpliwie największym tworem jest dziś omawiany utwór; niemniej zadbał też o muzykę do takich filmów jak „Aleksander” czy „Łowca Androidów”. Vangelis nie tworzy wyłącznie muzyki filmowej, jest twórcą popularnego albumu poświęconemu malarzowi El Greco „A Tribute To El Greco”.

Dlaczego ten utwór jest tak wyjątkowy? Na palcach rąk i  nóg nie byłbym wstanie zliczyć, w ilu dziełach wykorzystywany był ten motyw, aby wzmocnić efekt slow motion. Muzyka jest po prostu przepiękna i bardzo spokojna, co wydawałoby się ryzykownym zabiegiem, bo film w końcu opowiada o zmaganiach sportowych. Wybór takiej strategii okazał się jednak strzałem w dziesiątkę. Moim skromny zdaniem muzyka nawet lepiej przyszła próbę czasu niż sam film. Czy to nie świadczy po części o jej wielkości i uniwersalności? No właśnie. Dodam na koniec, że jest dumnym posiadaczem Oskara.

Miejsce 6 – Indiana Jones (1981 –  2008)

Panie Spielberg, witamy ponownie! Ten reżyser ma niewątpliwy szczęście do tworzenia hitów filmowych ze wspaniałą muzyką. Tym razem na talerzu mamy przygody archeologa, Indiana Jones (Harrisona Ford), najpewniej jednej z najbardziej charakterystycznych postaci kina. Łowca skarbów poszukujący Arki Przymierza, kopiący tyłek Niemcom i wyrywający piękne kobiety. James Bond w kapeluszu. Przygody Juniora oglądał chyba każdy. Z zaciśniętymi zębami śledziliśmy jego poczynania.

I mamy kolejną pozycje należącą do króla naszego zestawianie, Johna Williamsa. Tę melodię nucił chyba każdy chłopiec. Motyw otrzymał dwie nagrody; Saturna i Grammy. Jak na dzieło Johna przystało, utwór napisano na orkiestrę symfoniczną, naczelną rolę grają tu puzony, waltornie i trąbki. Pierwsza część jest niezwykle porywająca, akompaniuje scenom ucieczki przed gigantyczną kulą w zapomnianej świątyni, czy też podczas bohaterskiej ucieczki z niemieckiego obozu. Druga część płynie wolniejszym tempem. Używana jest najczęściej przy miłosnych podbojach Dr Jones lub jako tło do pięknych, dziewiczych terenów.

Idealne zestawienie filmu z muzyką. Aż chcę się wyruszyć na pustynie i poszukać Arki.

Jakub Koronowski

Liczba komentarzy: 2

  • dlaczego Indiana Jones tak nisko ?!
  • A tak sobie napiszę… O „Rydwanach ognia”. No właśnie film w ogóle nie przetrwał próby czasu. Jeśli się o nim mówi to tylko dlatego, że wypada powiedzieć, skoro się puszcza utwór Vangelisa. Hm, muzykę komponuje się do filmu, a tu okazało się, że muzyka ciągnie i w efekcie przesłania całkowicie film. Przykre dla reżysera, a może jego wiekopomna cześć, że wiedział komu powierzyć batutę?