5 brytyjskich seriali komediowych, które musisz zobaczyć

Brytyjski humor rządzi – każdy, kto ma inne zdanie, powinien już dawno pójść na terapię. Jeśli jednak jesteś oszczędny niczym typowy Szkot albo wiecznie pijany jak Irlandczyk, albo ewentualnie jesteś w Walii i wokół Ciebie znajdują się tylko pola z owcami, rozważ leczenie indywidualne w domu. Najlepiej pochłaniając każdy serial z tej listy, kolejność dowolna. Interesującą kwestią pozostaje fakt, iż brytyjskie seriale komediowe na tej liście są tworzone przez komików. Stanowią oni olbrzymi procent scenarzystów, reżyserów, a przede wszystkim aktorów w wymienionych produkcjach. Najprawdopodobniej to jest powodem, dla którego są tak dobre.

To nie jest ranking; kolejność jest chronologiczna. Nie podejmuję się oceniania, który z nich jest lepszy, a który najlepszy; dla mnie każdy jest genialny i potrafi uratować mi humor po ciężkim dniu.

Lista jest subiektywna i zawiera sam szczyt brytyjskich seriali komediowych. Nie uwzględniłem chociażby „Jasia Fasoli” czy „A Bit of Fry and Laurie”; na pewno weszłyby do pierwszej dziesiątki, ale moim pomysłem była jedynie piątka. Powód był dość prosty – gdyby lista miała dziesięć pozycji, nadal brakowałoby na niej pewnych nazw. Zawęziłem więc całość do pięciu, bo to ładna liczba, mniej pracy, więcej kontrowersji i możliwość kontynuacji w razie sukcesu. Z tegoż powodu proszę o niedodawanie komentarzy z groźbami czy wyrzutami, że nie uwzględniłem Twojej ulubionej produkcji. Być może kiedyś powstanie druga część, w której dodam kolejne seriale. Tymczasem przejdźmy do finałowej piątki:

Latający cyrk Monty Pythona (Monty Python’s Flying Circus)

Latający cyrk

Klasyka. Nie wyobrażam sobie listy bez tej pozycji. Na jej temat napisano jednak tak wiele, że ja sam pozostawię grupę Monty Pythona bez dłuższego komentarza.

Humor, absurd i Tomasz Beksiński (dziennikarz i tłumacz), który w doskonały sposób przeniósł wszystko na polski grunt.

Hotel Zacisze (Fawlty Towers)

Hotel zacisze

Na całe szczęście, o Johna Cleese’a nadal mogę zahaczyć. Bardzo mnie to cieszy, bo pałam do gościa wyjątkową sympatią – a w tym sitcomie pełni rolę potrójną: aktora, reżysera i scenarzysty (podobną rolę ma Connie Booth, serialowa Polly, prywatna żona Cleese’a w tamtym czasie). I wychodzi mu to wręcz genialnie!

Jestem zdania, że jest to jeden z tych seriali, które zostały nieruszone przez upływający czas. Oczywiście, jakość obrazu jest nieco gorsza, niż obecnie – ale kogo to obchodzi? Liczy się tylko zabawa i humor pełen absurdów, który jest tu wszechobecny.

Każdy odcinek jest perełką, stanowi odrębną całość, która sama się nakręca. Chociaż na początku nic nie zwiastuje nieszczęść, to z każdą minutą na Basila Fawlty spada ich coraz więcej… Komizm potęgują bohaterowie, którzy są cudownie niedopasowani. Polly, pokojówka-rysowniczka; Manuel, hiszpański kelner i boy, dręczony przez Basila; i w końcu Sybil, trzymająca wszystkich żelazną ręką.

Tak jak każdy z pierwszych trzech seriali na liście, stanowi pozycję obowiązkową dla fanów kultury Brytanii.

‚Allo ‚Allo!

Allo Allo

W teorii – mokry sen każdego frankofoba. W praktyce obrywa się tu każdemu – Francuzom, Niemcom, Anglikom, Włochom… wszechobecna jazda po stereotypach i karykaturalne przedstawienie wszystkich bohaterów to tylko jeden z plusów tej produkcji.

Chociaż nie do końca potrafię sobie wyobrazić, że ktoś nie zna tego serialu, postaram się przez chwilę być poważny. ‚Allo ‚Allo! to jedna z tych kultowych produkcji, które kreują popkulturę i są wspominane przez lata; to serial, którego wpływy nadal są odczuwalne (vide polski serial Halo, Hans). Niezliczona ilość powiedzonek i tekstów w życiu codziennym ma swoje korzenie w tym właśnie sitcomie. O jego popularności może także świadczyć fakt, iż nadal jest transmitowany; ponadto powstało jedno the best of, jeden Powrót z nowymi scenami oraz sztuka teatralna. Całkiem nieźle jak na ponad dwudziestoletni serial, czyż nie?

Czarna żmija (Black Adder)

Czarna żmija

Co robił Rowan Atkinson przed Jasiem Fasolą? To samo, co Hugh Laurie przed serialami Dr House i A Bit of Fry and Laurie – grał w Czarnej Żmii! Co więcej – to podczas tworzenia tego serialu spotkali się odpowiedzialni za te seriale (no, może oprócz Dr House’a: Fry i Laurie oraz Atkinson i Richard Curtis).

Początkowo było nieźle, chociaż nie zapowiadało się na hit: posady scenarzystów objęli Richard Curtis i Rowan Atkinson. Paradoksalnie serial zyskał po pierwszym sezonie, kiedy Atkinson zajął się wyłącznie graniem. Doszło nawet do próby anulowania serialu przed drugim sezonem z powodu kosztów; w kolejnych produkcjach unikano funduszochłonnych scenografii i scen plenerowych. Zmiana scenarzysty (dołączył Ben Elton) pozwoliła także na modyfikację charakteru postaci Atkinsona, która stała się nie tylko ciekawsza, ale też o wiele zabawniejsza.

Losy rodu Czarnej Żmii kształtują się wyjątkowo komicznie. Z jednej strony ciężko cokolwiek zepsuć, mając taką obsadę, a z drugiej… obsada nie była tak znana w tamtych czasów. Jasne, może nie byli to anonimowi ludzie, ale zdecydowanie udało im się wybić dzięki temu sitcomowi. Moim zdaniem – słusznie, bo wbrew pozorom rozśmieszyć widza nie jest wcale tak łatwo.

Technicy-magicy (The IT Crowd)

Technicy magicy

Idealny przykład nowoczesnego brytyjskiego sitcomu komediowego. Moim zdaniem powinni go wyświetlać innym producentom/reżyserom/scenarzystom/aktorom z adnotacją ‘tak robi się teraz dobre seriale’.

Dwóch nerdów, tak podobnych, a jednak tak różnych od siebie; szef, początkowo demoniczny i niezrównoważony, po zmianie seksistowski do bólu i opętany chęcią zdobycia robotycznej ręki i zwykła dziewczyna z biura, która trafia w sam środek tego zamieszania. Pomiędzy nimi wszystkimi pałęta się gotycki wielbiciel Cradle of Filth, a także kilku pracowników biurowych.

„Genialny, nerdowsko-informatyczny humor, miejscami brutalne gwałty na politycznej poprawności, świetnie zgrana obsada i żarty z Windows Vista. Czego chcieć więcej? Humor bywa naprawdę mocno przegięty, co – jak dla mnie – jest kolejnym wielkim plusem. Stężenie absurdów nieco poniżej średniej tej listy, ale wyjątkowo to nie przeszkadza. Pozostaje jedynie żałować, że serial jest tak krótki.

Aha, pod koniec 2013 roku wyszedł odcinek specjalny. Standardowo, nastroje były pesymistyczne: ‘to już nie będzie to samo’, ‘po co to w ogóle robić?’ i tak dalej. Zakończenie IT Crowd zmiotło wszystkich, nie tracąc ani uroku, ani świeżości.

Marcin Łukasiewicz

Strona zespołu jazzowego Marcina

Liczba komentarzy: 8