5 najlepszych komediodramatów z narkotykami w tle

Miejsce 5 – Las Vegas Parano (Fear and Lothing in Las Veagas) (1998)

Las Vegas Parano

Nieprzypadkowo na samym końcu zestawienia. Jestem na tyle subiektywny, by umieścić to dzieło na ostatniej pozycji i na tyle obiektywny, by w ogóle wrzucić je do tego rankingu. Chociaż Las Vegas Parano to dość fascynująca podróż po narkotycznych wizjach, to nie potrafię powiedzieć, czy warto go obejrzeć. Myślę, że należy, aby mieć swoje zdanie na jego temat, ale czy warto? Jasne, strach i obrzydzenie są w tym filmie wszechobecne, a efekty wizualne niejednokrotnie są bardzo interesujące; pomimo tego, dla mnie osobiście ten film jest po prostu nudny.

Ponoć po przeczytaniu książki wszystko się rozjaśnia, a ten obraz jest prawdziwą uczą. Ponoć. Nie jest mi dane wiedzieć, albowiem książki po seansie nie tknę, nawet gdybym miał do wyboru albo ją, albo żydowską biblię pisaną od tyłu bez połowy stron. Film to film, książka to książka. Te dwa media mogą i powinny żyć ze sobą w symbiozie i współpracy, ale nie usprawiedliwia to robienia czegoś nudnego i rzucania potem argumentem „nie czytałeś książki”.

O tym, jak robić filmy na podstawie książek, dowiemy się na szczycie rankingu.

Miejsce 4 – Spun (2002)

Spun

Jeśli ktoś w gąszczu filmów o uzależnieniach i ludzkich tragediach szuka prostej i przyjemnej rozrywki, właśnie ją znalazł. „Spun” zdecydowanie nie aspiruje do miana filmu zbyt ambitnego, ale komu to przeszkadza?

FIlm jest zabawny, ma kilka ciekawych pomysłów i niezłą obsadę, przez co idealnie trafia w moje oczekiwania ‘filmu na leniwy wieczór’. Do tego zawiera świetny epizod z gwiazdą Blondie i ukazuje trochę bardziej współczesne realia i tendencje, jeśli chodzi o narkotyki.

Miejsce 3 – Klincz (Gridlock’d) (1997)

Klincz

Genialny duet: Tim Roth i Tupac Shakur jako dwóch ćpunów, którzy koniecznie chcą dostać się na odwyk. Po drodze udaje im się wpaść w taką ilość kłopotów, jakiej nie powstydziłby się nawet Basil Fawlty z poprzedniego zestawienia. Całość jest naprawdę zabawna, do tego ma trochę elementów zbliżających film do thrillera. Nie ma tu może zbyt dużo napięcia, ale jest bardzo porządnie i można się nieźle bawić przy oglądaniu.

Dodatkowy walor komediowy to osoby, które co jakiś czas pytają (cytat z filmwebu, więc nie odpowiadam za kwestie językowe): Jakim cudem gra tu 2 pac??? Skoro zginął w 1996 roku a film jest z 1997 roku ktoś daty pomieszał jedyne wytłumaczenie. Chyba że z zmartwychwstał!!! Perły, powiadam Wam. Dla takich błyskotliwych tropicieli niespójności warto przeglądać fora.

Miejsce 2 – Easy Rider (polski tytuł: Swobodny Jeździec. Brzmi tak, że lepiej nie przytaczać go jako oficjalny) (1969)

Easy Rider

Ot, klasyka kina, której udało się wejść do legendy i przy okazji wprowadzić do kina nowe elementy. Chociażby małą pomoc dla aktorów, czyli palenie marihuany podczas scen palenia marihuany (oczywiście po to, by mogli lepiej utożsamić się z bohaterami).

O narkotyki w tym filmie nietrudno – zaczyna się przecież od handlu kokainą, a potem jest tylko lepiej. Trawa i LSD, bad trip i inne zabawy pokazują, że temat ćpania w filmie wcale nie jest tak nowy, jak mogłoby się wydawać.

Wbrew temu, co niektórzy twierdzą, film opowiada raczej o outsiderach wobec amerykańskiego społeczeństwa, a los bohaterów nie jest przestrogą dla ćpunów (przynajmniej tak utrzymują autorzy, chociaż niektórzy zwolennicy Jedynej Słusznej Prawdy wiedzą swoje).

Miejsce 1 – Trainspotting (1996)

Trainspotting

Film na podstawie genialnej książki Irvine Welsha. Oczywiście z powieści wycięto bardzo dużo, jednak w rezultacie wyszło dzieło nie mniej doskonałe. Z luźniejszego zbioru opowiadań z wieloma narratorami udało się wykroić całkiem spójną fabułę; okrojono dość mocno bohaterów, by wyłonić finałową piątkę. Głównym bohaterem jest oczywiście Renton, grany przez Evana McGregora; dzięki temu zabiegowi film ma jednego narratora i ogląda się go o wiele łatwiej. Ekranizacja ściśle oparta na powieści byłaby klapą, bo pewne rzeczy sprawdzające się na papierze nie mają racji bytu w kinie.

Twórcom udało się stworzyć coś niezwykłego. Ten film jest zabawniejszy niż niejedna komedia, straszniejszy niż niejeden horror, trzyma w napięciu jak dobry thriller, a do tego potrafi przywalić między oczy przesłaniem jak melodramat. To jedno z tych dzieł, które uważam za idealne; moim zdaniem każdy powinien obejrzeć „Trainspotting”, chociażby po to, żeby wyrobić sobie opinię na jego temat.

Za jakiś czas ma powstać sequel o dość wiele mówiącym tytule Porno. Jeśli dożyję, a Redakcja mnie nie wyrzuci, to możecie liczyć na moją relację.

Marcin Łukasiewicz

Strona zespołu jazzowego Marcina

Liczba komentarzy: 10