„Gra o tron”: 10 najbardziej irytujących odstępstw względem książek

Ekranizacje powieści rządzą się swoimi prawami i zmiany są czasem nieuniknione. Dlatego też należy do nich podchodzić z dystansem i spokojem. Nie można oczekiwać, że film bądź serial wiernie odwzoruje słowo w słowo to, co zostało wydrukowane na papierze. Nie można tym bardziej oczekiwać, że aktorzy będą zawsze wiernie odpowiadać naszym wyobrażeniom. Czasem jednak w ekranizacjach naszych ulubionych książek pojawiają się na tyle duże przekłamania, że nie możemy przejść obok nich obojętnie…

„Gra o tron” to telewizyjny fenomen, najpopularniejszy z obecnie nadawanych seriali. Publika serialu dzieli się na dwie zasadnicze grupy. Pierwsza to „serialowcy”, osoby nieznające fabuły książkowej. Druga to „książkowcy” – elitarna grupa, która dokonała niewątpliwego wyczynu przeczytania ośmiu upasionych tomiszczów autorstwa George’a R. R. Martina. Książkowcy lubują się w wytykaniu wszelkich zmian w fabule, serialowców określają złośliwym mianem „nieskalanych” (nawiązanie do armii wykastrowanych niewolników-wojowników z Zatoki Niewolniczej). Należy ich przede wszystkim podziwiać za zapał w tropieniu wszelkich odstępstw. Trudno jednak czasem nie przyznać im racji.

Jako książkowiec wypunktuję w tym rankingu najbardziej moim zdaniem irytujące odstępstwa względem książkowego pierwowzoru. Zaznaczam jednak, że nie podchodzę do książek Martina jak do świętych ksiąg. Część zmian uważam za uzasadnioną. Tym razem skupię się jednak wyłącznie na tym, co mnie zdenerwowało.

Uwaga! Ranking zawiera spoilery, tylko dla osób po 3 sezonach serialu!

Miejsce 10 – Brak brzoskwini Renly’ego

Gra o tron - Renly

Stannis Baratheon postawił ultimatum młodszemu bratu. Renly miał dwa wyjścia. Albo zostać zniszczonym, albo oddać hołd Stannisowi. Książkowy Renly odwdzięczył się starszemu bratu symbolicznym głupstewkiem. Podarował mu brzoskwinię.

Niby nic nie znaczący gest, jednak był to ważny element w relacji pomiędzy braćmi. Stannis kochał brata jeszcze na długo po jego śmierci. Podczas licznych dni spędzonych w samotni Prawowity Król Westeros często rozmyślał o brzoskwini brata. Nigdy jednak nie rozgryzł do końca tego gestu…

Miejsce 9 – Daenerys w Domu Nieśmiertelnych

Gra o Tron - Daenerys

Uboga w serialu była ta wizyta. W książce – obszerny rozdział zawierający wiele symbolicznych obrazów, które do dziś są interpretowane przez czytelników. Ze słynnych wizji Daenerys nie pozostało absolutnie nic.

Twórcy zdecydowali się na jedną autorską symboliczną wizję – Daenerys sama w sali tronowej przysypanej śniegiem. Wymowne. Książkowe obrazy bardziej jednak do mnie przemówiły. Było można wprowadzić choć jedną książkową wizję kosztem ckliwej sceny Daenerys rozmawiającej ze zmarłym mężem bawiącym dziecko. To naprawdę było niepotrzebne.

Miejsce 8 – Loras pozbawiony rodzeństwa

Gra o Tron - Loras

Tyrellowie w książkach stanowią całkiem liczną rodzinkę. Loras, poza siostrą Margaery, ma jeszcze dwóch starszych braci – Garlana i Willasa. Twórcy poszli na łatwiznę i pomniejszyli Lorasowi rodzeństwo. Ma to sens – można wciągnąć do wątku swatów homoseksualnego Lorasa. Stwarza to przecież niewyczerpaną pulę do żartowania. Z drugiej strony – serialowi Tyrellowie są przez to w nieciekawym położeniu, gdyż ciągłość męskiej linii rodu uzależniona jest od syna-geja. Iście dramatyczna sytuacja! Szkoda. Bracia Lorasa mogliby chociaż pozostać w fabule jako młodsi bracia Lorasa (nie musieliby ich nawet pokazywać), bo w innym przypadku przyszłość rodu jest bardzo niepewna…

Mam nadzieję, że dołączający niedługo do gry o tron Martellowie i Greyjoyowie nie zostaną dotknięci wszędobylską wycinką charakterów. W tym miejscu zapalam wirtualnego znicza w intencji wyciętych – [*]. Gruby Belwasie, Cytrynie, Tomie Siedem Strun, błaźnie Plamo, na zawsze pozostaniecie w wyobraźniach czytelników!

Miejsce 7 – Wybielanie niektórych postaci

Gra o Tron - Cersei i Joffrey

Twórcy dbają o to, byśmy nie zniechęcili się do ich ulubionych postaci. Wielka szkoda, bo postacie Martina słyną właśnie z tego, że nie są kreślone w biało-czarnych barwach. O ile na zredukowanie lubieżności Tyriona względem Sansy można przymknąć oko, o tyle problem zaczyna powstawać przy zbyt cukierkowej kreacji Shae. Serialowa Shae jako zamorska prostytutka zdaje się być najprzyzwoitszą kobietą w całej stolicy. Ciekawe jak takie prowadzenie postaci wpłynie na dalszą realizację tego wątku. Wróżę zmiany, wielkie zmiany!

Warto zwrócić przy tej okazji uwagę na Cersei i kwestię wymordowania królewskich bękartów. To Cersei zleciła Złotym Płaszczom odnalezienie i zabicie wszystkich bękartów po zmarłym Robercie Baratheonie. Królowa chciała w ten sposób ochronić syna-potwora Joffreya. Twórcy poszli na łatwiznę i uciekli od niejednoznaczności. Zbrodnia została przypisana skłonnemu do okrucieństwa Joffreyowi.

Miejsce 6 – Brak Dzielnych Kompanionów

Gra o Tron - Locke Bolton Bannerman

Dzielni Kompanioni to grupa zabijaków z całego świata, wynajęta przez Tywina Lannistera celem terroryzowania Dorzecza. Złośliwi zwykli nazywać ich Krwawymi Komediantami, choć oni sami nie lubili tego przydomka. Krwawi Komedianci lubowali się w zbędnej przemocy i hobbystycznych amputacjach kończyn. Jedynymi serialowymi pozostałościami po tej radosnej ekipie są eks-maester Qyburn oraz Locke.

Locke (chorąży Roose’a Boltona) to marny substytut Vargo Hoata – przywódcy Dzielnych Kompanionów. Kozioł (taki był jego przydomek) przerażał przemocą i bawił seplenieniem. Krwawi Komedianci mieli pecha w wybieraniu właściwych stron. Zdradzili Lannisterów na rzecz Boltonów, którzy później przeszli na stronę Lannisterów. Z oprawców stali się ofiarami – Lord Bolton uczynił ich głównymi winnymi okaleczenia Jaimego Lannistera, samemu wychodząc z tego obronną ręką.

Rezygnacja z tego wątku rodzi pewne nielogiczności. Dlaczego chorąży Boltona zdecydował się na taką samowolkę jak odcięcie dłoni Królobójcy? Skąd wziął się Qyburn wśród zabitych żołnierzy z Harrenhal? Pytania bez odpowiedzi.

Miejsce 5 – Królowie bez poddanych

Gra o Tron - Greatjon i Robb Stark

Cięcia obsady przy takiej liczbie postaci są nieuniknione. Wielka szkoda, że twórcy znajdują czas i pieniądze na niepotrzebne wprowadzanie prostytutek zamiast choćby lekkiego rozbudowania królewskich świt.

Serialowy Robb Stark poza rodziną jest otoczony wyłącznie zdrajcami. Brakuje wiernych Lordów Północy, którzy po Krwawych Godach długo jeszcze chowają urazę po zamordowaniu Króla Na Północy. W końcówce 1 sezonu mogliśmy zobaczyć u boku Robba świetnego Greatjona Umbera. Szkoda, że zniknął on zupełnie wraz z wprowadzeniem Roose’a Boltona i Rickarda Karstarka. Gloverovie, Mormontowie i Manderly również, by się przydali. „Północ pamięta!” to ważne hasło wśród północnych lordów.

Podobny los spotkał Stannisa Baratheona. Przydaliby się u jego boku choćby podstępni Florentowie, gdyż po obejrzeniu serialu można odnieść wrażenie, że jedynymi doradcami Stannisa są Davos i Melisandre.

Miejsce 4 – Późne wprowadzenie Ramsaya

Gra o Tron - Ramsay Snow

Wprowadzając postać sadystycznego bękarta Roose’a Boltona dopiero w 3 sezonie, twórcy zrezygnowali z jednego z lepszych zwrotów akcji całej Sagi. Ramsay Snow powinien pojawić się już w Winterfell – jako skazaniec podszywający się pod swojego sługę o imieniu Fetor.

Fetor był przyjacielem Ramsaya, cierpiącym na przykrą dolegliwość – smród, którego nie była w stanie zbyć jakakolwiek kąpiel. Sługa bękarta był wiernym towarzyszem jego mrocznych zabaw. Zmarł w słusznej sprawie – podarował swemu panu fałszywą tożsamość, dzięki której ten uniknął wyroku śmierci. Theon po przejęciu Winterfell wyzwala skazańców i wciąga ich do swoich szeregów. Ramsay szybko zdobywa zaufanie Theona, po czym zdradza go i obezwładnia. Bękart Boltona po szeregu tortur nazywa Theona Fetorem właśnie na pamiątkę swego zmarłego kompana. Zresztą – Theon za sprawą braku kąpieli zaczyna po czasie pachnieć podobnie.

Miejsce 3 – Mance Rayder, Król-Którego-Prawie-Nie-Ma

Gra o tron - Mance Rayder

Siedem minut czasu antenowego dla uwielbianego Króla Za Murem? To są chyba jakieś żarty! Rozmowy Mance’a Raydera z Jonem Snowem to mocny punkt książki. Czytelnik ma okazję poznać charyzmę i mądrość życiową byłego zwiadowcy Nocnej Straży. Poza tym – zastrzeżenia budzi sam charakter serialowego przywódcy Dzikich.

Mance Rayder to idealista, typ barda i gawędziarza. Wolnych Ludzi urzekł nie siłą fizyczną, lecz charyzmą. Jon Snow oddał pokłon przed wszystkimi Dzikimi poza Mancem. Nie przypuszczał po prostu, że słabo zbudowany grajek z kąta sali może być dowódcą Dzikich. Król Za Murem urzeka swoimi opowieściami. Najbardziej utkwiło mi w głowie jego wytłumaczenie motywów przystąpienia do Dzikich. Nie zrobił tego dla korony i kobiet. Zrobił to dla kolorowego płaszcza, który miał za sprawą Wolnych Ludzi. Mance, będąc jeszcze w Nocnej Straży, został ranny. Dzicy zajęli się nim i załatali jego płaszcz. Po powrocie na Mur Lord Dowódca zabronił Mance’owi paradowania w kolorowych ubraniach. Od tego dnia Mance Rayder postanowił, że nikt więcej nie będzie mu już dyktował zasad ubioru.

Serialowy Król Za Murem to taki postawny, trochę mrukowaty chłop. Gdzie mu do uroku książkowego pierwowzoru?

Miejsce 2 – Brak łasicowej zupy

Gra o tron - Arya

Wątek Aryi w Harrenhal wypadł w serialu całkiem nieźle. Jaqen H’ghar został wybrany fantastycznie – zdecydowanie najbardziej intrygująca postać w serialu do tej pory. Zabrakło jednak w Harrenhal jednego z bardziej rozpoznawalnych książkowych motywów – łasicowej zupy.

Arya podczas pobytu w Harrenhal była nazywana Łasicą. Jej łasicowa zupa to fortel, który zastosowała, by pomóc bratu w wojnie z Lannisterami. Książkowa Arya nie poprosiła Jaqena H’ghara o pomoc w ucieczce, tę zapewniła sobie sama trochę później. Arya poprosiła Mordercę Bez Twarzy o pomoc w uwolnieniu żołnierzy Północy, którzy byli więzieni w Harrenhal. W tym celu Arya jako służąca wylała wrzącą zupę na lannisterskich żołnierzy znajdujących się w pobliżu cel. Po odwróceniu uwagi – nastała jatka, a wyzwoleni żołnierze dali radę przejąć nocą Harrenhal.

Od tego czasu zamek był pod kontrolą Boltonów. Biedna Arya nie wiedziała jeszcze, że ich podległość względem Robba jest tylko pozorna…

Miejsce 1 – Stannis Baratheon, Ciapowaty Król Westeros

Gra o tron - Stannis

Na prawie wszystko jestem w stanie przymknąć oko, lecz na to, co zrobili z serialowym Stannisem po prostu patrzeć nie mogę! Jedyny Prawowity Król Westeros w serialu bardziej przypomina ciepłe kluchy, niż twardego władcę znanego z kart powieści. Twórcy wybitnie nie czują postaci Stannisa, co więcej – przy tendencji do wybielania pozostałych postaci, Stannis został na ekranie ukazany w dużo gorszym świetle.

Jaki jest książkowy Stannis? Twardy i nieugięty, niepozbawiony ludzkich słabości. „Stannis przypomina czyste żelazo, czarne, twarde i mocne, ale kruche. Prędzej się złamie niż ugnie.” Stannis wyznaje sprawiedliwość w wymiarze binarnym. Albo się jest sprawiedliwym, albo nie jest. Dlatego nie okazuje miłosierdzia. Nawet względem najbliższej rodziny. Lord Smoczej Skały nie wierzy w bogów, przestał w nich wierzyć w dniu, gdy dowiedział się o śmierci ojca na morzu. Trzyma u swojego boku Melisandre, dlatego że czerwoni kapłani mają moc. Poza tym – religia jest dobrym narzędziem propagandowym. Stannis jako król wykazuje się rozsądkiem. Ufa Davosowi i traktuje go z należytym szacunkiem. Zdaje sobie sprawę, że otaczają go głupcy, pochlebcy i fanatycy, przez co wyłącznie Cebulowy Rycerz jest człowiekiem, któremu może absolutnie zaufać.

Co robi jednak serialowy Stannis? Wykazuje się fanatyzmem religijnym, jest wyrywny do palenia królewskiego bękarta, podczas gdy w książkach wzbraniał się przed tym aż do ostatniej chwili. Baratheon bez chwili zastanowienia skazuje na śmierć najbardziej zaufanego człowieka tylko po to, by chwilę później odwołać to za sprawą jednego słowa czerwonej kapłanki. W książkach Stannis podziękował Davosowi za rozstrzygnięcie dylematu moralnego, podarował mu w podzięce tytuł lordowski i mianował go królewskim namiestnikiem po spalonym za zdradę Florencie. Serialowy Stannis jest pod pantoflem Melisandre, podczas gdy w książkach miał często w zwyczaju gasić jej ogniste zapędy. Książkowe balansowanie Stannisa pomiędzy dwoma doradcami jest o wiele bardziej przekonujące, w serialu rywalizacja doradców przedstawia się do tej pory miernie.

Wielka szkoda tego wszystkiego, bo trójkąt Melisandre-Stannis-Davos wypada bardzo dobrze pod względem aktorskim. Szkoda, że aktorom przyszło jednak grać do kiepskiego scenariusza.

* * *

Zabrakło miejsca dla paru znienawidzonych przez fanów odstępstw: zmiana Ashy w Yarę, offscreenowy pogrom na Pięści Pierwszych Ludzi, zawirowania wokół żony Robba czy też grający w otwarte karty Littlefinger. Cóż – selekcja była konieczna. Już wkrótce następne artykuły o „Grze o tron”. Zapraszamy do dyskusji!

Kamil Gołdowski

Liczba komentarzy: 47

  • Jeszcze odnośnie Lorasa – szkoda, że twórcy zrobili z niego taką puszczalską panienkę. W książkach dało się odczuć, że chłopaczyna narzucił sobie celibat po śmierci ukochanego. ;)
  • W książce, po pierwsze, nie sposób odczuć, by Loras jakiegoś ukochanego miał. Zrobienie z niego homoseksualisty to wymysł serialu.
    • E tam, wzmianek jest całkiem sporo, np. Garlan Dzielny mówiący, że znalezienie żony dla Lorasa to zadanie podwójnie trudne, poza tym – noce spędzone na naradach wojennych i modlitwie w dwuosobowym gronie Loras i Renly. I wymowny cytat Lorasa do Tyriona, że nie zadowoli go świeca, skoro słońce już zgasło. Loras i Renly byli ewidentnymi kochankami. Martin nie napisał tego wprost, zostawił to domyślności czytelnika. Serial po prostu pokazał to wprost. ;)
    • Zrobienie z niego homoseksualisty to wymysł Martina, jak już. Jak można tego nie zauważyć czytając?
  • Zgadzam się co do Lorasa, w dodatku zarówno on jak i Renly zostali pokazani w serialu w stereotypowy, moim zdaniem krzywdzący dla osób homoseksualnych, sposób. Serialowy Renly i Loras to takie dwie panienki, które interesują się ciuszkami, brzydzący się krwi, zmanierowani do granic możliwości. Karykaturalne, płytkie i stereotypowe. W książce zaś są to postaci, które budzą respekt. Renly jest zdolnym politykiem, a Loras ucieleśnieniem cnót rycerskich. I faktycznie, książkowy Loras po śmierci ukochanego nie rzucał się do łóżka przypadkowo spotkanemu facetowi…
    • To też fakt. Następna sprawa – orientacja Renly’ego i Lorasa w książkach nie była faktem powszechnie znanym. W serialu to taka tajemnica poliszynela. Wszyscy o tym wiedzą, wszyscy śmieszkują. Wszem i wobec mówi się o połykaniu mieczy czy też wbijaniu w Renly’ego.
    • Mordeczko, ale zarówno Loras jak i Renly mieli coś w książce z tych stereotypów. Jednym i drugim Sansa się zachwycała. Renly był najlepiej ubrany w Winterfell, a Loras miał taką śliszną zbroję blablabla. Renly był cwany, to fakt, i tego mi jakoś zabrakło w serialu. Czytanie tych książek to istny masochizm, bo za każdym razem, kiedy może się stać coś fajnego, to zaraz się psuło. A najgorsze było to, że książka praktycznie nie ma dziur fabularnych, tak na szybko dużych wad sobie nie mogę przypomnieć, ale coś by się znalazło.
  • ZRESZTĄ, nie z resztą
  • „elitarna grupa, która dokonała niewątpliwego wyczynu przeczytania ośmiu upasionych tomiszczów autorstwa George’a R. R. Martina.” – to bardzo ciekawe, skoro Martin napisał dotychczas pięć tomów Pieśni…
    • Z czego 3 z nich są podzielone na 2 części – łącznie 8 książek. Tomiszcze to po prostu ekspresywne określenie grubej książki. Wszystko się zgadza. ;)
      • Nie wszystkie były znowu takie grube po podziale ;) Co im do takiego SK na przykład…
        • ćśś. Tu nie chodzi o grubość, że ci po drodze ze sklepy kartki wylecą z okładki. Spójrz na cenę: w Empiku jedna książka PLiO kosztuje pięć dych… Jeśli zrobimy z jednego tomu dwie książki, dostaniemy dwa razy więcej kasy ;) Bo przecież fani i tak kupią…
  • Oj tam. Z czytelnictwem u niektórych ludzi kiepsko i dla części osób przeszło 200 stron to już dużo, powyżej 300 to już w ogóle. :D
  • zajebisty artykuł!
  • wow, nie wiedziałem, że aż tak bardzo się różni serial i książka. Chyba po świętach się zabiorę za lekturę książek:)
  • Widać, że mamy prawdziwego fana PLIO. Super artykuł, nieźle piszesz! Mnie także boli serialowy wątek Stanisa, ale moim zdaniem to co zrobili z Twinem… w książce człowiek o ‚oschłym’ (delikatnie mówiąc) sposobie bycia, w serialu jest to ukazane podobnie, lecz nie moge przeżyć małego detalu – jego jakże licznych uśmiechów i ‚śmieszków’, które raziły mnie równie mocno jak i serialowa kreacja Shae. Co prawda nie doglądałam dokładnie serialowej „gry o ton”, ale nie moge wbaczyć twórcą pominięcia wątku z ‚przyozdobieniem’ posadzki, przed żelaznym tronem, przez konia Twina ;)
    • Akurat motyw z koniem Tywina był. W ostatnim odcinku 2 sezonu Tywin wjechał w glorii i chwale do sali tronowej i koń odpowiednio posadzkę wówczas przyozdobił. ;) Nawet twórcy się starają i czasami przemycają takie smaczki. Mało kto zapewne dojrzał, że Loras podczas odsieczy w Królewskiej Przystani był ubrany w zbroję Renly’ego. Niby w książce zbroję te ubrał Garlan, jednak miło, że twórcy o tym pamiętali. :)
      • A widzisz! Książki nie czytalem i dlugo rozprawialem ze znajomymi ddlaczego odsiecz prowadzil ktos w zbroi z emblematami jejelenia-Stanissa.
    • Mnie jeszcze razi ten serialowy poufały (jak na Tywina oczywiście) stosunek do Aryi. W książce raczej by nie prowadził z nią takich nieobowiązujących pogawędek. Nie wygląda na człowieka, który radośnie rozmawiałby ze służbą, jakkolwiek niesamowita by ona nie była. Ale oczywiście rozumiem, że trzeba zrobić postać Aryi jeszcze bardziej fantastyczną. Widocznie reżyser albo ktoś taki lubi ją i faworyzuje, lub widzi, że odpowiada publice i usiłuje zrobić ją „more badass”.
      • 5
        I tutaj znou mamy niezgodność z ksiązką. To nie Tywin rozmawiał z Ayrą lecz Bolton. Ale jak wspomniał autor artykułu zabrakło motywu łasicowej zupy , więc zabrakło również Boltona.
      • Och var fasen hÃ¥ller biledpelst hus? Det skulle jag bra gärna vilja veta. Här är det iaf tomt. Men jag VET att det var ett bildspel här en gÃ¥…
    • Z tym Tywinem masz w zupełności rację. I przez to pewnie zabiorą mi kolejny smaczek, jakim była o nim rozmowa Dżejmiego z jego Lannisterską ciotką podczas oblężenia… A nie będę spoilerował :)
  • A mnie cholernie drażni wątek odnośnie żony Robba. Powinna to być Jeyne, a nie Talisa, skąd twórcy filmu ją w ogóle wzięli?! wkurzający jest też wątek Sansy i jej ślubu z Lorasem,a nie Willasem. Artykuł ogólnie świetny. Widać, że jesteś prawdziwym fanem PLIO
    • Odnośnie żony Robba mam mocno mieszane uczucia. Wiem, że przy serialowym prowadzeniu fabuły nie byłoby jak dobrze zarysować całego rodu Westerlingów. Po prostu, by się nie dało. ;) Wypadałoby wprowadzić Jeyne, jej rodziców i może jeszcze brata w charakterze statysty. Wprowadzenie dziewczyny znikąd pozwala zredukować obsadę z czworga do jednej osoby. Wyszło to jednak mało zgrabnie. Plus taki, że Robba zdradził jeden ród mniej. Przy braku Lordów Północy to już coś, bo przynajmniej ze strony żony serialowego Robba nie spotkało rozczarowanie. A zabicie Talysy wbiło mnie w fotel – nie spodziewałem się. Makabra Krwawych Godów została jeszcze bardziej powiększona. ;) Nie traktuje tych zmian jako dobrych, jednak uważam je na tyle uzasadnione, że nie umieściłem ich w tej rozpisce. Zapewne zawarłbym to, gdyby rozpiska zawierała 15 pozycji. ;)
  • Śmierć Talysy stała się pewnikiem w momencie, gdy okazało się że jest w ciąży. Po tych słowach od razu było jasne ile dramatyzmu do Krwawych Godów dodadzą twórcy serialu. No bo co później by się stało z dziedzicem Winterfell? Poza większością różnic z którymi się zgadzam, wkurzyło mnie jeszcze zbyt późne wprowadzenie Jojena i Meery. No i nieścisłość związana ze spaleniem Winterfell, ścięcie ser Rodricka… Ale to już jest powiązane z jedną z wyżej wymienionych pozycji (bękart Boltona).
  • MaczugowiecSzlachetny

    3 stycznia 2014 o 12:30
    -8
    Gdybym miał zrobić listę 100 najbardziej irytujących odstępstw to te wymienione tutaj nawet by się nie dostały.
  • Wiadomka ze Littlefinger zostal najbardziej okrojony, najlepsze postac w ksiazce zawsze przed wszystkimi i przewidujacy tutaj okazany jako praktycznie wielki lord ktorego plany znaja wszyscy
  • Do tej 10 wepchnąłbym coś, co mnie uderzyło najbardziej podczas krwawych godów – brak jakiekolwiek walki o życie ze strony północy. Gdzie rozbijanie zastawy na głowach zdrajców? Gdzie fruwający stół, gdzie wilkor (ta scena z kuszami strzelającymi na pół metra do zamkniętego w klatce wilka była niezwykle przekonywująca – o realizmie nawet nie wspomnę), gdzie cała akcja z Aryją, Ogarem i toporem? Rozumiem, że wszędzie panuje zasada: „jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze”. Zamiast Freyów – stażyści, brak kontraktów dla aktorów grających lordów chorążych północy… Cięcia budżetowe i niekonwencjonalne metody oszczędnościowe są widocznie prawie na każdej klatce serialu… Ale żeby tak zniszczyć Krwawe Gody? Serial ma wiele takich odstępstw a informacja, że Martin przekazał studiu HBO dalsze losy bohaterów PLiO (w przestrachu o swojej przedwczesnej śmierci), jest bardziej przerażające niż uspokajające.
  • Teraz trochę o 4tym sezonie i ostatnich odcinkach coś napiszę, więc jak ktoś nie oglądał, niech nie czyta. Mnie teraz mocno rozczarowało pokazanie karłów na weselu Joffreya. Przecież początkowo byli tam Grosik i Miedziak. Coś czuję, że Grosik wytną i wstawią tam jakąś prostytutkę albo chociaż grzeszną młodą pannę, co będzie mogła na wizji co chwila pokazywać się z Tyrionem nago, a wątku Grosik (tak ujmującego dla mnie) w ogóle nie będzie, żeby było bardziej „widowiskowo”. Przecież nie o to chodziło w tym wszystkim, sama scena bitwy karłów była w książce ukazana jako niezwykle upokarzająca dla Tyriona, a w serialu wcale tego upokorzenia nie widziałam (tylko ewentualnie za sprawą wina wylanego na głowę i rozciachanej książki). Brak Oberyna w świcie powitalnej i pokazywanie go w burdelu przez kilkanaście minut w w dwóch odcinkach? Makabra. I niechęć Oberyna do Lannisterów wraz z zaatakowaniem Lannistera w burdelu… no rzeczywiście, facet miał prawo się zdziwić i zdenerwować, w końcu przyjeżdża do Królewskiej Przystani, gdzie jest ich pełno… Generalnie słabo wyszło to wycięcie wątku Willasa Tyrella, który został kaleką przez Oberyna, i dlatego wszyscy się zdenerwowali, że Oberyn odwiedza Królewską Przystań – może przez to dojść do zamieszek pomiędzy tymi rodami. A tu jak widać Tyrellowie do Martellów nic nie mają. I ostatnie: jak Arya i Ogar odwiedzili gospodę, w której rozegrała się bitwa i zabójstwo przez Aryę Pollivera, Ogar był pijany i Arya musiała mu pomóc, a tu wyszła na wojownika i mściciela stulecia. I szkoda, że nie powiedziała słów z książki, jak zabijała Pollivera, związanymi z przesłuchaniami w Harrenhall.
    • A aby pan Nejedlý neaÃÅ™n­kal, tak mu vysvÄ›tlím znovu jednu drobnost. Je mi de facto jedno jestli tu Američané chtÄ›jí vystavÄ›t nevÄ›stinec či radar, já chci rozhodnout v referendu podobnÄ› jako MaďaÅ™i, jestli máme vstupovat do dalšího paktu. Radar není projektem NATO.
  • Jeszcze jest kwestia Locka, który został zesłany na mur przez Boltonów po odrąbaniu Jamiemu ręki. I mamy tym samym spoiler, chyba że nieuważnie czytałam. I wiadomo, że nawet na murze Starkowie nie są bezpieczni, bo sięgają tam szpicle najbardziej okrutnych obok Lannisterów wrogów. Wiedzą o Branie, Jon Snow wie o Branie i jeszcze idzie do niego.. No to super. Po prostu scenarzyści zrobili coś tak głupiego, że to się w głowie nie mieści. Ciekawe jak jeszcze zmienią ten wątek żeby znowu wszystko do siebie pasowało…
  • jak brzmi nazwa piatej czesci
  • Jest powiedziane że ”poczuł zimno”, a to może oznaczać wszystko. Tak jak było z Brienne.
  • Nie podobało mi się serialowe pokazanie homoseksualizmu Renly’ego i Lorasa tak dosłownie, że bardziej się już nie dało…. Zupełnie nie mam nic przeciwko takim wątkom w filmach/książkach/serialach, no ale marnowanie czasu serialowego na pokazywanie wspólnej depilacji i tłumaczenie się, że brak czasu serialowego na pokazanie niektórych bardziej istotnych scen z książek to taka trochę hipokryzja. Przecież aktorzy mogliby pokazać ten homoseksualizm bez takiej dosłowności – spojrzenie, gest, jakieś wymienione półsłówka, byłoby to bardziej zgodne z książką, nie zabrałoby serialowego czasu i byłoby bardziej w klimacie.
  • Witam ! Do twojej listy najbardziej irytujących odstępstw dodałbym m. in. to, że Ogar nie powiedział Sansie o tym, jak otrzymał swoje poparzenia. W książce był to jeden z najlepiej rozpisanych dialogów, pełen grozy i napięcia. W serialu zamiast tego dostaliśmy po prostu zdawkową opowieść Littlefinger’a. Nie wiem, czemu twórcy zdecydowali się pozbyć tak doskonałej sceny. Raczej nie było to podyktowane brakiem w budżecie produkcji.
    • Co do Sansy i Ogara można przyczepić… błąd i nieuwagę samego Martina; w Starciu Królów Ogar przychodzi do Sansy i chce pocałunku, ale pod groźbą noża otrzymuje tylko piosenkę. W UdW Siec Spisków Sansa/ Alayne przypomina sobie… pocałunek Ogara, mimo ,że jako POV w SK poczuła ulgę kiedy wyszedł z pokoju i nie musiała go całować.
  • Książka to książka a serial to nie adaptacja tylko film na podstawie sagi. O ile w 1 sezonie jeszcze jako tako sie większość zgadzalo. To już każdy następny sezon zaczynał dość znacznie odbiegać od normy. A co polecicie teraz poczytać skoro winds of winter powstanie nie wiadomo kiedy. Juz ponad rok nic dobrego nie przeczytalem i zaczyna sie nudzić.
  • Nikt nie wspomniał o tragicznym przedstawieniu bitew pomiędzy lannisterami a młodym wilkiem w 1 sezonie. Szepczący las to jakaś masakra. Wyglądało to tak jakby Robb zabrał dwudziestu ludzi i zwinął Jaime. Kompletny brak bitwy obozów i wątku Robba i Catelyn w riverrun. Ale najgorsze to zdecydowanie bitwa nad zielonymi widłami, która w książce została podobnie jak wszystkie poprzednie bitwy dobrze opisana w serialu została ograniczona do stratowania tyriona przez jego własnych ludzi i pobojowiska. Rozumiem że serial nie ma wielkiego budżetu ( swoją drogą szkoda) ale zamiast marnowac pieniądze na renlyego i lorasa golących sobie pachy i wprowadzenie prostytutek powinni je poświęcić na pokazanie choć jednej z tych bitew. Szkoda że serial nie ma takiego budżetu jak dajmy na to władca pierścieni;-)
  • Właśnie skończyłem czytać „Taniec ze smokami”. Zastanawiałem się nad obejrzeniem serialu, ale po tym co tu przeczytałem nawet nie będę zaczynał.
  • Ja nie mogę ścierpieć serialu, jest po prostu w porównaniu z książkami dziecinną zabawą. Do tego fakt, że twórcy jakby kompletnie zapomnieli o Blackfishu, stryju Catelyn Stark, który po zdobyciu Riverrun zdołał uciec i słuch po nim zaginął. Choć po reakcji pozostałych bohaterów widać, że jest to groźny przeciwnik i sprytny dowódca. Podejrzewam, że Martin jeszcze nam o nim przypomni.
  • Wiem, że artykuł jest pisany przed 6 sezonem, ale żadna z rzeczy wymienionych w artykule i komentarzach nawet w połowie nie równa się z wątkiem Dorne.
  • Wątek Dorne to jakiś żart . Niedość ,że wycieli Arianne to jeszcze zabili Dornana i Trystana . Tak bardzo to oni jeszcze nic nie zjebali . I ta Elaria Sand w serialu jako taka mściwa suka …
  • Khal Marwojpaga

    14 sierpnia 2017 o 11:43
    0
    Dla mnie największą katastrofą, najbardziej widoczną chyba w sezonach 4-6 jest straszne uszczuplenie wątków tyczących się Mereen i Daenerys. W książce mamy mnóstwo osób kierujących się w stronę smoczej królowej. Nie dość, że śledzimy losy olbrzymiego oblężenie, formowanie się różnych panów, najmowanie licznych kompanii, to w stronę smoczej królowej zmierzają zarówno Gryf oraz Młody Gryf z tajemnicą swej tożsamości, jak i straszliwy Victarion z olbrzymią flotą, oraz Qentyn Martell z tajną umową dotyczącą małżeństwa. Nic dziwnego – piękna, potężna i zwycięska królowa, wszczynająca rewolucje i posiadająca trzy smoki, to bądź co bądź potężna postać, powodująca w świecie niemałe zamieszanie. W filmie z całego tego poruszenia w stronę Meeren zostaje tylko Tyrion, który na dodatek nie spotyka ani Illyrio, ani Gryfów z ekipą, ani Grosik, ani Yezzana, ani Bena Plumma.. Sama Daenerys też zdaje się obracać w bardzo ubogim kręgu doradców. Wysoką rolę dostaje tam Missandei, która w ksiażce jest jedynie dzieckiem, oraz Szary Robak. Poza szybko umierającym Barristanem, wygnanym Jorahem, pozostawionym potem w Meeren Daariem i swoim oszukanym mężem Hizdahrem, brak w jej otoczeniu nie tylko Silnego Belwasa, Bena Plumma, ale też rzędu różnych Meereńskich panów, którzy się z nią konsultowali. Zamiast tego dużo szybciej niż w książce dociera do niej Tyrion, a także Varys. Przez to wszystko wątek Daenerys strasznie się dłuży i wielu fanów było nim już porządnie znudzonych.