Hannibal Lecter: Hopkins vs. Mikkelsen

Anthony Hopkins - Hannibal Mads Mikelsen - Hannibal
  • - 49%
  • - 51%

Pierwszym odtwórcą roli Hannibala Lectera był Brian Cox w filmie „Łowca” (1986). Była to rola mało rozbudowana – sam film skupiał się głównie na śledztwie Willa Grahama w sprawie Francisa Dollerhyde’a. Hannibal Briana Coxa był potrzebny jedynie po to, by Will mógł zmierzyć się z lękami z przeszłości. Opowiadający tę samą historię „Czerwony smok” (2002) znacznie rozbudował wątek psychopatycznego psychiatry, sam Anthony Hopkins otrzymał zaś niepowtarzalną szansę stworzenia w trylogii kreacji, która na trwałe wpisała się w kanon kinematografii.

Mads Mikkelsen, przyjmując rolę Hannibala w serialu telewizyjnym, podjął się wyzwania, któremu większość aktorów nie dałoby rady. Poprzeczka była zawieszona niesamowicie wysoko. Jak rywalizować z czymś co klasyczne i uznane? Jak nie wypaść blado przy roli uhonorowanej Oscarem w 1992 roku? Mads Mikkelsen podszedł do tego wyzwania bez kompleksów, stawił dzielnie czoła kreacji Hopkinsa, dzięki czemu rywalizacja Hopkinsa i Mikkelsena nie jest tak jednostronna, jak byłoby można się spodziewać. W prowadzonych w internecie dyskusjach można odnaleźć wielu zwolenników zarówno jednego, jak i drugiego aktora. Przyjrzyjmy się zatem obu kreacjom i spróbujmy zadecydować, który Hannibal jest lepszy.

Pozycja społeczna

Pozycja społeczna - Hopkins

Hannibal Lecter Hopkinsa jest pozbawiony pozycji społecznej, w „Milczeniu owiec” (1991) i „Czerwonym smoku” występuje przede wszystkim jako groźny przestępca, którego możemy ujrzeć wyłącznie w otoczeniu krat, jedynie w „Hannibalu” widzimy mordercę, który próbuje się wtopić w społeczeństwo. Jednak nawet wtedy Lecter Hopkinsa jest wyłącznie zbiegiem – człowiekiem, który za wszelką cenę musi ukrywać prawdziwą tożsamość. Hannibal Mikkelsena nie musi ukrywać swego nazwiska. Wręcz przeciwnie! Jest uznanym psychiatrą pomyślnie współpracującym przez lata z policją. Ta różnica w sposób bezpośredni przekłada się na zadania, które mieli przed sobą aktorzy.

pozycja społeczna - Mikkelsen

Obaj Lecterowie muszą nosić maski, lecz są to maski różnego rodzaju. Hopkins jest zakuty w charakterystyczną, przerażającą osłonę, mającą zapewnić bezpieczeństwo otoczeniu. Maska ta stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych motywów związanych z Hannibalem. Oglądając trylogię z Anthonym Hopkinsem, niejednokrotnie przekonaliśmy się, jak niebezpieczny staje się kanibal pozbawiony tej osłony. Maską mikkelsenowskiego Hannibala są szyte na miarę, wzorzyste garnitury oraz wzorcowo wyuczone zachowania społeczne. Mikkelsen w swojej kreacji może swobodnie balansować na granicy psychopatii i normalności, filmowa postać jest obdarta z kamuflażu – hopkinsowski bohater próbuje po prawdzie z niezłym rezultatem udawać kustosza florenckiego muzeum w „Hannibalu”, jednak jest to wyłącznie próba stworzenia fałszywej tożsamości. Jedynie Mikkelsen ma możliwość ukazania Hannibala, który naprawdę może być sobą.

Modus operandi

Modus Operandi - Mikkelsen

Zróżnicowanie w społecznej hierarchii bezpośrednio przekłada się na sposób działania obu panów. Morderstwa w filmowej trylogii charakteryzują się przede wszystkim brutalnością. Hopkins tworzy wizerunek mordercy, który przeraża swą demonicznością i okrucieństwem. Cóż, okoliczności życia filmowego Hannibala nie sprzyjają wyrafinowanym zbrodniom, dlatego też podczas zabijania i okaleczania jawi się przede wszystkim jako skrajnie zezwierzęcony drapieżca, który nie ma problemów z odgryzieniem kawałka twarzy strażnikowi bądź też wysupłaniem flaków policjanta. Anthony Hopkins świetnie pokazał, że kulturalne obycie i wyjątkowa inteligencja mogą pomyślnie iść w parze ze zbrodniami, które byłoby można przypisać najpospolitszemu zwyrodnialcowi. Kanibalizm bohatera budzi wyłącznie odrazę, a scena z degustacją przez jedną z ofiar własnego mózgu może się niektórym wydać nadto makabryczna. Po prawdzie w „Czerwonym smoku” możemy zobaczyć, jak Hannibal podczas eleganckiej kolacji częstuje swych nieświadomych gości ludzkim mięsem, jednak scena ta stanowi pewien wyjątek, zbrodnie Hannibala cechują się przede wszystkim makabrycznością.

Modus Operandi - Hopkins

Serialowy Hannibal to typ mordercy w białych rękawiczkach. Nie można mu odmówić brutalności, jednak na pierwszym planie widzimy raczej jego wyrafinowanie, umiejętność prowadzenia wysublibowanej gry z najbliższym otoczeniem. Bohater Mikkelsena nie ma najmniejszych problemów z podkładaniem dowodów i szeroko rozumianym mataczeniem w śledztwach. Kanibalizm tytułowego bohatera zostaje zaserwowany w wyjątkowo zjadliwej formie. W każdym odcinku możemy poznać Lectera jako mistrza kuchni, który swoim gościom podaje wzbogacone składnikiem ludzkim potrawy, starannością przygotowania dorównujące najwykwintniejszym restauracjom. Kuchnia Hannibala jest w serialu szeroko zachwalana, a scena z wegetarianką zapraszoną do stołu Lectera wywołuje mimowolny uśmiech na twarzy. Owszem, zbrodnie bohatera są przedstawione wyjątkowo naocznie, jednak jest w tym dużo wyczucia i pomysłowości. Makabryczność scen bazuje przede wszystkim na kontraście. Wykwintne danie leży na stole i nie masz ochoty go jeść? To pewnie dlatego, że chwilę wcześniej zobaczyłeś Hannibala krojącego ludzkie płuca na drobne kawałeczki. Ale odpowiedz szczerze – czy krojenie kurzej piersi bądź krowiej wątróbki wygląda znacznie lepiej? Widz telewizyjny musi być przygotowany na szok psychologiczny, żołądek od tego nie powinien mu się wywrócić do góry nogami.

Relacje z innymi

Relacje z innymi - Hopkins

Mikkelsenowski Hannibal wchodzi w rozmaite interakcje społeczne. Niestety, wszystkie te kontakty są nastawione przede wszystkim na manipulację. Dla serialowego Hannibala wszystko jest grą: pogrywa sobie z Willem Grahamem, pogrywa z Abigail Hobbs, pogrywa nawet z dr Du Maurier – swą osobistą psychoterapeutką. Serialowy bohater nie odczuwa potrzeby stworzenia z kimkolwiek szczerej więzi. Samo granie i zabijanie dostarcza mu dostatecznej przyjemności. W doborze ofiar nie kieruje się jakimiś konkretnymi kryteriami, przeważnie daje się porwać sprzyjającym okolicznościom. Pomimo złożonego kamuflażu, niewiele już pozostało w nim z człowieka.

Relacje z innymi - Mikkelsen

Filmowa relacja Lectera i Clarice Starling jest czymś niespotykanym i niesamowicie magnetycznym. Ten bardziej zezwierzęcony Hannibal nawiązuje z dziewczyną wyjątkowo niejednoznaczną więź. Łatwo można wyczuć, że nie pomaga jej wyłącznie po to, by zyskać parę dodatkowych wygód. Wyraźnie widać, że darzy Clarice szczególną sympatią, jego kontakty z Willem Grahamem są tego pozbawione. Można jedynie gdybać nad tym, dlaczego to właśnie Clarice była dla kanibala jedyną osobą godną szczerej relacji. W hopkinsowskim Hannibalu widać jednak pozostałości człowieczeństwa – nawet ofiary dobiera według reguł. Raz zabije prymitywnego gbura, innym razem kiepskiego muzyka. Jest w tym jakaś ukryta logika – przyrządza potrawy z tych ludzi, z których i tak jego zdaniem nie byłoby lepszego pożytku.

Gra aktorska

Gra aktorska - Mikkelsen

Kto lepiej odegrał postać stworzoną przez Thomasa Harrisa? Trudno jednoznacznie powiedzieć, gdyż pomimo grania tego samego charakteru, aktorzy mieli zupełnie inne zadania. Obaj panowie wypadają jednak w swych kreacjach niezwykle przekonująco. Obaj przerażają, choć każdy na inny sposób. Hopkins wywołuje dreszcze swym diabolicznym repertuarem zachowań – posykiwaniem, specyficznym tonem głosu, wiecznie niezmrużonymi powiekami itd. Mikkelsen przez większość czasu antenowego zachowuje kamienną twarz, do tej pory widz nie miał wielu okazji, by ujrzeć Hannibala tracącego kontrolę nad sobą. Można jedynie mieć nadzieję, że rozpoczynający się dzisiaj drugi sezon serialu pozwoli Mikkelsenowi pokazać choć trochę oblicze bardziej szalonego Hannibala.

Gra aktorska - Hopkins

Pojedynek Hannibali to przede wszystkim starcie potwora mordującego z czystej namiętności z kimś, kto profesjonalnie radzi sobie z byciem seryjnym mordercą. Obie kreacje są wybitne i należy docenić Mikkelsena za to, że nie próbował odtworzyć sposobu gry Hopkinsa. Duński aktor stworzył kogoś zupełnie nowego i chwała mu za to. Wspominałem już, jak trudno jest dorównać monumentalnej kreacji Hopkinsa, dlatego też mój skromny głos wędruje do Madsa Mikkelsena, który podjął wyzwanie i nie poniósł sromotnej klęski. Jak już mówiłem – obie kreacje aktorskie są świetne, zatem wybieram po prostu Hannibala, który jest moim zdaniem ciekawszą postacią. Czytelników zaś zachęcam do dyskusji i oddawania głosów.

Kamil Gołdowski

Liczba komentarzy: 3

  • uwielbiam :D

    1 marca 2014 o 20:06
    6
    Wiadomo Hannibal z Hopkinsem to klasyk ;) Serial też zajebisty, polecam jeśli ktoś jeszcze nie zaczął przygody z Lecterem Mikkelsena ;)
  • Ciekawy wpis, podoba mi się takie porównanie obu postaci. Niedawno zaczęłam drugi sezon serialu, zaś z serii z Hopkinsem widziałam niestety (na razie!) tylko „Czerwonego smoka”. W swoim wpisie opisałeś/aś coś, co dla mnie jest podstawą przy próbie porównywania Mikkelsena i Hopkinsa – fakt, że obydwaj odgrywają tak naprawdę inne role. Nie oszukujmy się – Hannibal Hopkinsa, pomimo tego co napisałeś/aś o jego ukrywaniu się, nie musi już udawać niewiniątka. Wszyscy wiedzą, że jest mordercą. Mikkelsen zaś musi częściej zakładać maskę.
    • Przepraszam za te „opisałeś/aś”, dopiero teraz zauważyłam podpis i zorientowałam się, że autor jest mężczyzną.
Jaki jest Waszym zdaniem najlepszy film, który rozgrywa się w jednym pomieszczeniu?