Książki, które warto przeczytać zanim trafią na ekrany kin w 2014 roku (część 2)

„Niezłomny”

Unbroken

Film: Unbroken

Premiera: 25 grudnia 2014 (świat)

Autor: Laura Hillenbrand

Biografia totalna. Laurze Hillenbrand udało się dokonać tego, o czym wielu biografów może tylko marzyć. Opisując życie tylko jednego człowieka uchwyciła jednocześnie mrocznego ducha tamtych czasów. Bo poznając życie Louie Zamperiniego dostajemy niezwykle wartościową lekcję historii, nieskupiającą się na suchych statystykach, ale na przeżyciach i emocjach, których doświadczali zarówno jeńcy jak i ich oprawcy, podczas trwania wojny jak i po jej zakończeniu.

„Niezłomnego” czyta się jak niesamowitą powieść, odyseję głównego bohatera Louie Zamperiniego przez jego dzieciństwo, karierę sportową, czas wojny – katastrofę lotniczą i obóz jeniecki, traumę powojenną i w końcu późną starość. Powieść, która jest w stu procentach prawdziwa i oddana przez autorkę z niezwykłą dokładnością (same źródła zajmują kilkadziesiąt ostatnich stron książki). Mnogość wątków zawartych w tej biografii powala. Każdy z nich jest jednak doskonale wyważony i stanowi niezwykle cenną część tej historiiHistorii opowiadającej o walce ze swoimi słabościami, o walce o godność, a przede wszystkim o przeżycie. Styl w jakim została napisana pozwala nam spojrzeć na wojnę oczami nie tylko Louiego, ale także jego rodziny, przyjaciół a nawet jego oprawców. Ogromnym plusem tej biografii jest to, że autorka nie stara się demonizować wszystkich Japończyków, nie sprowadza niczego do kwestii źli-dobrzy. Pokazuje, że wojna odcisnęła na obu stronach ogromne piętno. Że także po stronie japońskiej byli ludzie, a nie tylko wrogowie.

Dla mnie „Niezłomny” to książka, która traktuje głównie o tym, co potrafią uczynić z człowiekiem traumatyczne przeżycia, o jego zachowaniach w sytuacjach ekstremalnych. (…)

„Niezłomny” na kilkuset stronach porusza kwestię walki o zwycięstwo, woli przetrwania, miłości, przyjaźni, szacunku, godności, walki ze swoimi słabościami. Przedstawia rzeczywistość obozów jenieckich i czasów powojennych. I to wszystko w sposób rzetelny i wyczerpujący. Nic więcej nie trzeba rekomendować. Pozycja obowiązkowa.

Pumpkinhead

Pełna recenzja na:

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/116748/niezlomny/opinia/7761128#opinia7761128

„Niebo istnieje… Naprawdę!”

Niebo istnieje... Naprawdę!

Autor: Todd Burpo

Film: Heaven is for real

Premiera: 16 kwietnia 2014 (świat)

Podchodziłam do tej książki nieufnie i z dystansem spodziewając się banalnego wyciskacza łez żerującego na emocjach i manipulującego uczuciami według widzimisię autora. Taka była moja pierwsza myśl na widok książki, której autorem jest amerykański pastor kościoła metodystów, zaś jej bohaterem – jego niespełna czteroletni synek, który podczas trzech minut śmierci klinicznej utrzymywał, że odwiedził niebo.

Trudno było mi się przemóc, by podejść do lektury obiektywnie, nie traktując jej jako ewidentnej manipulacji autora zarówno własnym dzieckiem, jak i czytelnikami, ale już pierwsze strony książki sprawiły, że zawstydziłam się mojego rychłego, a całkowicie mylnego przesądu; zakończenie zaś utwierdziło mnie w przekonaniu, że jest to jedna z najpiękniejszych i najbardziej niezwykłych opowieści, jakie kiedykolwiek czytałam.

Czteroletni Colton Burpo, syn pastora Kościoła Wesleyańskiego Todda i jego żony Sonji, młodszy braciszek Cassie, nagle ciężko zachorował. Błędna lekarska diagnoza doprowadziła do rozlania się wyrostka, a w efekcie do operacji, po której nawet chirurdzy nie obiecywali sobie zbyt wiele. Nieoczekiwanie mały Colton wyzdrowiał, ku ogromnej radości całej rodziny. Nikt jednak nie spodziewał się usłyszeć niesamowitej i pięknej historii, jaka popłynęła z ust chłopczyka wkrótce po opuszczeniu szpitala.

Colton bez najmniejszej zachęty czy sugestii z zewnątrz zaczął snuć opowieść o tym, czego doświadczył, gdy podczas operacji opuścił swoje ciało. Choć nikt mu o tym nie wspominał, ze szczegółami opowiadał o tym, co w czasie zabiegu robili jego rodzice, a także – co wprawiło najbliższych w prawdziwą konsternację i zdumienie – o swojej wizycie w niebie.

Colton śmiało i bez wahania, używając prostych słów i sformułowań charakterystycznych dla małego dziecka, opisywał niebo, spotkanie z Jezusem i aniołami. Zadziwiające jest to, że operował przy tym szczegółami dokładnie pasującymi do przekazów biblijnych, nawet tych mało znanych, oraz takimi, których ze względu na swój wiek nie mógł znać, słyszeć ani też rozumieć (stygmaty Jezusa, Armageddon) (…).

„Niebo istnieje… Naprawdę!” to niesamowita opowieść, nad którą nie sposób przejść do porządku dziennego. Mój początkowy sceptycyzm rozwiał się jak mgła w świetle wiarygodnej, bezpretensjonalnej, naturalnej historii małego chłopca. Poraża sposób, w jaki Colton ujmuje najbardziej skomplikowane teologiczne doktryny i najmniej zrozumiałe fragmenty Biblii – z zadziwiającą prostotą, naiwnością i swobodą czterolatka, a jednocześnie powalającą na kolana trafnością i precyzją. Porusza i skłania do refleksji to, jak prostymi słowami ujął istotę Boga, ogrom Jego miłości czy sens Zmartwychwstania.

Bardzo ważne jest to, że ta książka do niczego nie zmusza i niczego nie narzuca, nie pretenduje do roli zbawiciela ludzkości. To po prostu opowieść o przeżyciach czterolatka, piękna i wzruszająca w swej prostocie i głębi. (…)

Karolina Małkiewicz

Pełna recenzja na: http://zwiedzamwszechswiat.blogspot.com

„Kosogłos”

Igrzyska śmierci

Film: The Hunger Games – Mockingjay (part 1)

Autorka: Suzanne Collins

Premiera: 19 listopada 2014 (świat)

(…) W ostatniej części trylogii autorka zaburza wszystkie dotychczasowe definicje dobra i zła. A przecież miały tak solidne podstawy… Teraz nic nie jest już czaro-białe, a przed bohaterami, a w szczególności Katniss, stoi mnóstwo decyzji, które są wręcz niemożliwe do podjęcia(…). Świat Igrzysk to krwawa arena, której wyznaje się tylko jedną zasadę: „zabij albo daj się zabić”. Jestem pod wrażeniem tego, jak Collins pokierowała losami Katniss i Peety w poprzednich tomach. Bo przecież mogłoby się wydawać, że nie da się już zachować duszy kiedy walczysz o przetrwanie. Jednak autorce udało się tak poprowadzić bohaterów, że zwierzęce instynkty nie wzięły nad nimi góry, a mimo to żyją. Ta piękna wizja burzy się jednak niczym domek z kart. Walka na śmierć i życie zostawia przecież trwałe ślady i psychiczne, i fizyczne. I co z tego, że przeżyjesz jeśli straciłeś samego siebie? Raz na zawsze i nie ma już odwrotu… A jaki jest sens walki, skoro wszyscy wokół umierają?

Główna bohaterka w ostatniej chwili podejmuje decyzję, która zmienia wszystko – i to właśnie od początku trylogii jest dla mnie największym zaskoczeniem. Choć to najbardziej bogata w sceny bitewne część serii, to dla mnie jest najbardziej nostalgiczna. (…)

Nie wiem co bardziej mnie zasmuciło: zakończenie czy to, że to moje ostatnie spotkanie z „Igrzyskami”. Zakończenie mnie usatysfakcjonowało, chociaż teoretycznie jest dokładnie takie, jakiego chciałam. Gdybym mogła sam decydować, najchętniej wymusiła bym na autorce napisanie jeszcze jednego tomu i wciśnięcie go między ostatni rozdział a epilog. Zazdroszczę wszystkim, którzy tę serię mają jeszcze przed sobą.

Joanna Onoszko

Pełna recenzja na: http://betterversionofthetruth.blogspot.com/

„Dawca”

Jeff Bridges 2013

Autor: Lois Lowry (literatura młodzieżowa)

Film: The giver

Premiera:  15 sierpnia 2014 (świat)

Jonasz niedługo skończy dwanaście lat i całe swoje dotychczasowe życie spędził w uporządkowanym i harmonijnym świecie. Nie wie, co to ból, strach czy głód, zna za to pojęcie obowiązku, tak jak każdy młody człowiek znajduje czas na zabawę i naukę. W jego społeczeństwie obowiązuje wiele zasad, zakazów i nakazów dotyczących nawet najbanalniejszych aspektów życia. (…) Dawca sugestywnie i barwnie przedstawia alternatywny, przygotowany przez autorkę świat. Każdy członek społeczeństwa ma tu wyznaczone zadanie, które wykonuje perfekcyjnie. Jonasz, jako wybraniec, otrzymuje nietypową misję, jednak jej wykonywanie zostaje zakłócone przez jego… myślenie. Tak, dokładnie. Chłopiec zdaje sobie sprawę, jak bierny, bezbarwny i bezsensowny był jego dotychczasowy żywot, postanawia to zmienić. Na tę motywację nakłada się jeszcze dramatyczne odkrycie…

Fabuła potrafi zaskoczyć czytelnika. Akcje Jonasza są logiczne, zwłaszcza gdy postanawia wyrwać się poza schemat. Niemal cały czas niecierpliwie pochłaniałam kolejne linijki, zżerana ciekawością, co jeszcze się wydarzy. Nie mogłam się doczekać fascynującego finiszu, który… okazał się totalną klapą…

Dawca to książka krótka, na jeden, może dwa popołudnia. Nie dostarczy Wam wiele „materiału” do namysłu: może uświadomi, jakimi szczęściarzami jesteśmy, żyjąc tak, jak żyjemy (…).

Klaudia Ciurka

Pełna recenzja na: http://moje-czytadla.blogspot.com/

„Więzień labiryntu”

Więzień labiryntu

Autor: James Dashner (literatura młodzieżowa)

Film: Więzień Labiryntu

Premiera: 19 września 2014 (Polska)

„Mury sięgające nieba. Złowieszczy metaliczny szczęk niosący się w powietrzu. Cztery szczeliny w czterech ścianach. Labirynt. I oni. ”

Nastoletni Thomas budzi się w windzie. Niewiele pamięta, w jego umyśle pojawiają się jedynie strzępki z przeszłości, których nie potrafi ze sobą połączyć. Gdy drzwi windy otwierają się, trafia on do całkowicie innego świata. Świata, który zamieszkują dzieci i nastolatkowie wyłącznie płci męskiej. Świata, którego istnienie ograniczone jest gigantycznymi murami, za którymi kryje się równie olbrzymi labirynt. Ten Świat ma nawet swoją nazwę: Strefa. Ona daje schronienie. Nikt nie wie, dlaczego znaleźli się w Strefie. Nikt nie wie, jak wydostać się z Labiryntu (…).

Do sięgnięcia po ,,Więźnia Labiryntu” skłoniło mnie wiele pozytywnych opinii. Sam pomysł uwięzienia grupy ludzi w labiryncie pełnym niebezpieczeństw nie jest specjalnie oryginalnym pomysłem. Zastosowano go chociażby w filmie „Cube” z 1997 roku. Postanowiłam jednak dać powieści szansę i nie żałuję. Ma ona swoje plusy jak i minusy, które przedstawię w dalszej części recenzji.

Ciekawie przedstawiono mikrospołeczeństwo, którego członkiem stał się Thomas. Żadna osoba nie była zbędna, każdy miał swoje zadanie. Wszyscy przestrzegali surowych reguł, by przetrwać. Biorąc pod uwagę wiek Streferów, taki porządek i rygor budzi podziw. Szkoda tylko, że nie powiedziano nic o tym, jak poradzili sobie pierwsi ,,osadnicy”, który musieli wszystko zbudować i zaplanować.

Wstrząsające jest to, jak łatwo zapomnieć, że bohaterami tak naprawdę są dzieci. Postępują i zachowują się jak dorośli, gdyby nie wspomnienie o ich wieku, trudno byłoby zgadnąć, ile tak naprawdę mają lat. Codzienna walka o przetrwanie sprawiła, że musieli szybko dojrzeć. Widzieli ból, śmierć, doświadczyli strachu. Czasem również ich zachowanie przeraża, co pozwala się domyśleć, jak wielką krzywdę wyrządzono ich psychice. Dlaczego tylko domyślać? Dlatego, że autor nie wnika zbytnio w psychikę bohaterów.

Skoro już przy bohaterach jesteśmy…

Nie mogę napisać za wiele, by nie zdradzić jednego z sekretów. Powiem tylko tyle: są persony wzbudzające sympatię, jak chociażby główny bohater i są takie, które budzą żądzę mordu w czytelniku. Choć pojawiły się również postacie, co do których nie umiałam się ustosunkować, były nieco ,,papierowe”. Może następne tomy przyniosą coś nowego, co rozbuduje ich charaktery. (…)

Miałam problemy z wyobrażeniem sobie niektórych rzeczy, a rzec muszę, że moja wyobraźnia jest naprawdę elastycznaChodzi mi tutaj dokładnie o charakterystykę ,,uroczych inaczej” mieszkańców Labiryntu o wdzięcznej nazwie Bóldożercy. Mimo dobrych chęci skapitulowałam po kolejnym razie zwizualizowania potwora w myślach. Nie wiem, czy to moja wina, czy może autor nie przemyślał tego, jak mają one wyglądać. Mam za to nadzieję, że autor w pomysłowy sposób wybrnie z wątku… Nazwijmy to: ,,paranormalnego”, który na dobrą sprawę pojawił się i… I tyle o nim wiemy, że jest. Zero wyjaśnień, ale rozumiem, że taki był zamysł na pierwszy tom.

Czy porównałabym ,,Więźnia Labiryntu” do ,,Igrzysk śmierci”? Zarówno jedna książka, jak i druga to antyutopie z nastolatkami w roli głównej. O ile w ,,Igrzyskach śmierci” mamy jasno nakreśloną sytuację oraz historię świata, o tyle w ,,Więźniu Labiryntu” dopiero na ostatnich stronach dowiadujemy się co nieco o świecie – jednak to ciągle jest niewiele. ,,Igrzyska…” mają w sobie większy rozmach, wszystko zdaje się być bardziej dopracowane. ,,Więzień” może bronić się tym, że jest wstępem do trylogii, a lokacja oraz niezbędna otoczka tajemnicy nie pozwala na dogłębne opisywanie świata, by przedwcześnie nie zdradzić sekretu. Do gustu bardziej przypadły mi ,,Igrzyska śmierci”, które oceniam wyżej jako bardziej klimatyczne i dopracowane. (…)

Natalia Lena Karolak

Pełna recenzja na: http://room6277.blogspot.com/

* * *

Książki, które warto przeczytać zanim trafią na ekrany kin w tym roku (część 1)

Liczba komentarzy: 2

  • Niezłomny zapowiada sie na bardzo kasowy i głosny film – scenariusz zaadaptuja bracia Coen, a rezyserii podjeła sie Angelina Jolie
  • Özcan Demir diyor ki:EÅŸim ve kendim birlikte bir dükkan açmak ve iÅŸletmek istiyoruz. Bu iÅŸ için koskeb desteÄŸi saÄŸlanabiliyormu ve bu iÅŸi dükkan olarak düÃÄündüŸŸÅ¼müzde nekadar bir maliyet sözkonusu.