Listy z Iwo Jimy vs Sztandar chwały

Listy z Iwo JimySztandar chwały

  • - 84%
  • - 16%

Wyreżyserowane przez Clinta Eastwooda dwa filmy, rekonstruujące starcie wojsk amerykańskich i japońskich na wyspie Iwo Jima, można podsumować oczywistym stwierdzeniem, że o wojnie nie należy myśleć w sposób zero-jedynkowy. Dlatego też warto zobaczyć te tytuły jeden po drugim, najlepiej zaczynając od „Listów z Iwo Jimy”, które pokazują oblężenie wyspy z perspektywy japońskich sił zbrojnych, a na deser zostawiając gorzki smak zwycięstwa: „Sztandar chwały”.

Jeśli chcesz zobaczyć film wojenny – czterodniowe bombardowanie morskie i lotnicze, przebieg operacji desantowej, fanatycznych dowódców i słabnące morale żołnierzy, koniecznie zobacz „Listy z Iwo Jimy”. To godny polecenia film, który przez 140 minut trwania nie traci ani grama ciężaru gatunkowego.

Natomiast jeśli interesuje Cię druga strona tego równania, zobacz „Sztandar chwały”. W tym filmie Eastwood przesuwa akcenty i pokazuje co działo się, gdy kurz po walce opadł, prześwietla cyniczną politykę USA i analizuje idee bohaterstwa. Fabuła filmu niestety bardzo szybko osiada na mieliznach, rozleniwia się, a pod koniec wpada w zbędny patos.

moonglasses

Jaki jest Waszym zdaniem najlepszy film, który rozgrywa się w jednym pomieszczeniu?