Najlepsze filmy o żyjących kiedyś seryjnych mordercach

Nasze czasy dały szansę zaistnienia w przestrzeni kinowej i telewizyjnej postaciom o niepohamowanej żądzy zabijania – najpopularniejszymi z nich są zdecydowanie Hannibal Lecter oraz Dexter Morgan. Obie te sylwetki mają jednak niewiele wspólnego z prawdziwymi seryjnymi mordercami, to swobodne impresje usnute dookoła tego motywu. Czasem jednak twórcy filmowi sięgnęli po autentyczne biografie, tworząc w ten sposób prawdziwe filmowe opowieści o potworach, które niegdyś chodziły po tym świecie.

Miejsce 6 – Z piekła rodem (2001)

Z piekła rodem

Sprawy Kuby Rozpruwacza nikomu raczej nie trzeba specjalnie przybliżać. Ten działający końcem XIX wieku w Londynie morderca zostawił po sobie multum niepotwierdzonych hipotez związanych ze swą prawdziwą tożsamością. Ten podrzynający gardła morderca prostytutek z ubogich dzielnic stał się bez wątpienia najpopularniejszym seryjnym mordercą w popkulturze.

„Z piekła rodem” dopowiada to, co niedopowiedziane. Twórcy zdecydowali się na jedną z rozważanych hipotez związaną z tożsamością Kuby Rozpruwacza. Pokusili się też o znaczne modyfikacje w samej historii śledztwa. Atutem filmu jest na pewno wykorzystanie sylwetek prawdziwych osób do stworzenia filmowych kreacji. Cóż, nie wypadło to wszystko tak źle, przez co produkcja sprawdza się jako film akcji ze śledztwem w tle. O jakiejkolwiek psychologicznej głębi postaci nie może tutaj jednak być mowy – charaktery kreślone są iście hollywoodzką kreską, przez co tracą one na wiarygodności. Dla fanów (fanek?) Johny’ego Deppa pozycja obowiązkowa, generalnie dobry film na odprężenie się po ciężkim dniu.

Miejsce 5 – Henry: Portret seryjnego mordercy (1986)

Henry: Portret seryjnego mordercy

Henry Lee Lucas został okrzyknięty mianem największego seryjnego mordercy Ameryki. Przyznawał się on do zamordowaniu razem z Otisem Toolem około 600 osób między 1975 a 1983 rokiem. Trudno w jego przypadku jednak mówić o czymkolwiek pewnym, gdyż w liście do dziennikarzy twierdził, że policja zmusiła go do tego zeznania. Ostatecznie Henry Lee Lucas oraz Otis Toole zostali skazani na wyrok śmierci, obu wyroków nie zdołano jednak wykonać, pierwszy zmarł na atak serca w 2001 roku, drugi zaś na marskość wątroby w 1996. Henry Lee Lucas był potworem od wczesnego dzieciństwa. Jako syn prostytutki i kalekiego mężczyzny doświadczył w młodym wieku wielu upokorzeń – widywał matkę obsługującą klientów, zaś ona sama kazała mu czasem paradować w damskich ubraniach. Jako dwudziestoczterolatek trafił do więzienia za zabicie „ukochanej” rodzicielki, wcześniej miewał epizody z zabijaniem zwierząt i odbywaniem stosunków płciowych z ich zwłokami. Dopiero po wyjściu z więzienia Henry Lee Lucas w pełni rozwinął swoje mordercze skrzydła. Jego ofiarami były głównie prostytutki, turystki i autostopowiczki.

W tytułową postać wcielił się Michael Rooker, któremu udało się stworzyć wiarygodną psychologicznie sylwetkę. Sama biografia Henry’ego Lee Lucasa została potraktowana w sposób bardzo swobodny, jednak za skupienie się na psychice psychopaty należy się twórcom zdecydowane uznanie. Poczciwy Henry na co dzień jest spokojnym i cichym mężczyzną, do tego stopnia, że naiwna Becky (Tracy Arnold), siostra Otisa (Tom Towles) szybko zaczyna czuć do mężczyzny coś więcej. Henry traktuje zabijanie jako dodatkową aktywność konieczną do odczucia własnej wartości, wypełnia w ten sposób egzystencjalną pustkę. To wszystko sprawia, że widz podczas seansu nie jest w stanie żywić do Henry’ego zdecydowanej antypatii. Widz prędzej znienawidzi postać Otisa Toole’a, który w filmie został ukazany jako brutalny, tępawy prostak, pozbawiony „wrażliwości” tytułowego bohatera. Cóż, sposób prowadzenia głównego wątku, w połączeniu z niskim budżetem filmu, może się wydawać czasem nieco tandetny, jednak warto docenić wartość tej produkcji, gdyż pochyla się ona nad psychiką seryjnego mordercy w niespotykany wówczas sposób.

Miejsce 4 – Zodiak (2007)

Zodiak

Zodiak to kolejny seryjny morderca, którego prawdziwej tożsamości nigdy nie było dane nam poznać. Wiemy o nim tylko tyle, że zaczął działać w latach 60. w okolicach San Francisco i że, mimo przyznawania się do zamordowania 37 osób, udowodnić można mu wyłącznie 5 morderstw. Jego zbrodnie nie były zbytnio wyrafinowane i pod względem okrucieństwa daleko było mu do znanych gwałcicieli i kanibali. Mimo tego, to właśnie Zodiak przyczynił się do powstanie w USA wielkiej społecznej paranoi, wszystko za sprawą misternie prowadzonej gry z policjantami i dziennikarzami. Zodiak pisał listy, układał szyfry, rysował symbole i wysyłał do gazet informacje o nieujawnionych publicznie szczegółach swoich morderstw. W jednym z zaszyfrowanych listów wyznał: „Lubię zabijanie ludzi, ponieważ jest bardzo fajne, fajniejsze niż zabijanie zwierząt w lesie, ponieważ człowiek to najniebezpieczniejsze zwierzę jakie można zabić”.

Film „Zodiak” nie dopowiada tego, co w sprawie Zodiaka było nieznane, skupia się na faktach i wątkach osób autentycznie zaangażowanych w śledztwo. Sprawia to, że tytułowego Zodiaka nie poznajemy osobiście, poznajemy go wyłącznie jako osobnika skrywającego się pod dziwnym czworograniastym kapturem opadającym aż na klatkę piersiową. Film dobrze pokazuje, jak duży wpływ na społeczeństwo wywarł tajemniczy znak Zodiaka, zaczerpnięty zapewne od szwajcarskiej firmy zegarmistrzowskiej. Podczas filmu, najlepiej poznajemy postacie reporterów – w tych rolach Jake Gyllenhaal i Robert Downey Jr. Na trochę dalszym planie są policjanci odgrywani przez Marka Ruffalo i Anthony’ego Edwardsa. Największym plusem filmu jest drobiazgowe odtworzenie prowadzonego wówczas śledztwa, choć trzeba też zwrócić uwagę, że ta drobiazgowość może być dla niektórych osób męcząca. Nie znając choćby pobieżnie historii Zodiaka, łatwo można zagubić się w mnogości podejrzeń i poszlak.

Miejsce 3 – Angst (1983)

Angst

Werner Kniesek nie był seryjnym mordercą w ścisłym znaczeniu tego terminu, zasłynął przede wszystkim dzięki potrójnemu zabójstwu w 1980 roku. Ten urodzony w 1946 r. w Salzburgu syn austriackiej wdowy i afroamerykańskiego żołnierza dorastał jak typowy psychopata – zaczynał od włamań, z czasem przerzucił się na morderstwa. Psychiatrzy nie stwierdzili u niego choroby psychicznej, a wyłącznie – anormalnie działający umysł. Kniesek odsiaduje obecnie wyrok w więzieniu i zapewne nigdy już nie wyjdzie na wolność. I dobrze, bo sam zabójca podczas procesu przyznawał, że zabijanie jest dla niego uzależnieniem tak silnym, że nie jest w stanie nad nim panować.

„Angst” to historia jednego dnia z życia mordercy. W filmie nie poznajemy jego imienia, podobnie wygląda sprawa z pozostałymi bohaterami. Inspiracja biografią Knieska jest jednak na tyle wyraźna, że nie można mieć wątpliwości względem tego, że to historia o nim. Gerald Kargl i Zbigniew Rybczyński rozpisali nietypowy scenariusz, w którym wchodzimy wgłąb psychiki psychopaty. Obraz filmowy posiada niewiele dialogów. Nie oznacza to jednak, że mało w nim mówią. Scenom filmowym towarzyszy narracja z offu samego mordercy. Wychodzi on z więzienia po wieloletniej odsiadce i postanawia ponownie dać upust swym krwawym emocjom. Film świetnie sprawdza się jako studium psychiki psychopatycznego mordercy, jednak sam sposób prezentacji tego jest na tyle specyficzny, że nie musi przypaść do gustu szerokiemu gronu odbiorców. Erwin Leder fantastycznie odegrał postać psychopaty. Cały obraz filmowy jest wyjątkowo sugestywny. Film pozornie przedstawia wyłącznie jeden dzień, jednak narracja z offu sprawia, że wiele możemy dowiedzieć o wcześniejszym życiu mordercy. Ten bardzo osobisty sposób prowadzenia postaci nie sprawia, że widz jest w stanie odczuć sympatię do psychopaty, wręcz przeciwnie – możemy obdarzyć go czystą, niezmąconą odrobiną sympatii nienawiścią. Potwór to potwór, twórcom udało się dobrze ukazać, że prowadzenie drobiazgowej psychoanalizy dla usprawiedliwienia mordercy jest zwyczajną stratą czasu.

Miejsce 2 – Obywatel X (1995)

Obywatel X

Andriej Czikatiło, zwany też Rzeźnikiem z Rostowa, został ostatecznie oskarżony o zamordowanie 53 osób (głównie nieletnich) i skazany na śmierć poprzez strzał w tył głowy. Wyrok na nim wykonano 14 lutego 1994 roku. Przed śmiercią powiedział rzekomo: „Teraz mój mózg powinien zostać zabrany i zbadany, kawałek po kawałku, aby już nigdy nie było nikogo takiego”. Cóż, Czikatiło nienawidził siebie za to, co robił. Swoje morderstwa tłumaczył traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa – biciem i upokarzeniem przez matkę oraz historią starszego brata, który zmarł z głodu i został zjedzony przez sąsiadów. Rzeźnik z Rostowa oskarżał też system komunistyczny o własną impotencję – tłumaczył, że seksualne spełnienie mógł osiągnąć wyłącznie poprzez dźganie nożem swych ofiar.

„Obywatel X” skupia się przede wszystkim na wątku nieudolnego śledztwa prowadzonego przez organy ZSRR. To ciekawa odmiana dla osób zmęczonych już filmami o błyskotliwych agentach FBI, potrafiących wytropić każdego przestępcę na kuli ziemskiej. Władzom ZSRR nie zależało na złapaniu Rzeźnika z Rostowa, ważniejsze dla nich było to, by nikt nie dowiedział się o istnieniu na ich terenie seryjnego mordercy. „W ZSRR nie ma seryjnych morderców, to domena dekadenckiego Zachodu” – taki pogląd starali się utrzymywać sprawujący wówczas władzę. Film bardzo dobrze prowadzi ten wątek, wady systemu komunistycznego zostają nam obnażone w sposób, który może szokować i śmieszyć równocześnie. Donald Sutherland i Stephen Rea świetnie sprawdzili się jako duet najbardziej zaangażowany w śledztwo – ich relacja jest trudna i dynamiczna, zaś ich postacie wypadają wiarygodnie. Ot, dwóch mężczyzn uwikłanych w systemie, którzy z czasem jednak zaczynają mieć dość podejścia władz do sprawy seryjnych morderstw. Można jedynie troszeczkę ubolewać, że zabrakło czasu dla Jeffreya DeMunna, który jako Czikatiło nie miał okazji zaprezentowania złożonej psychiki mordercy, przez co jego Czikatiło jawi się przede wszystkim jako smutny impotent z nieudanym życiem rodzinnym.

Miejsce 1 – Dom przy Rillington Place 10 (1971)

Dom przy Rillington Place 10

John Reginald Christie był działającym w latach 40. XX wieku w Londynie seryjnym mordercą, który miał w zwyczaju zapraszać do mieszkania młode kobiety celem ich późniejszego otrucia gazem i odbycia z nimi stosunku (dokładnie w tej kolejności). Wszystko rzecz jasna działo się przy Rillington Place 10. John Christie również nie miał łatwego dzieciństwa – jego ojciec był nadto surowy, zaś matka nadto opiekuńcza. Miał liczne rodzeństwo (aż 5 sióstr!), z którymi nie potrafił się porozumieć. Christie był na co dzień cichym, zamkniętym w sobie, niezbyt popularnym dziwakiem o IQ 128. Nietypowe skłonności odkrył w sobie w momencie, gdy widział martwego dziadka – człowieka, który niegdyś go przerażał. John Christie z zewnątrz prezentował się jako bardzo typowy człowiek, na drogę przestępczą wkroczył za sprawą… kradzieży przekazów pocztowych. Impotencja, pociąg do przestępczości oraz wojna sprawiły, że rozwinął dynamicznie swoje mroczne zainteresowania.

„Dom przy Rillington Place 10” imponuje oszczędnością w prowadzeniu fabuły i zarysowywaniu postaci. Richard Attenborough jako John Christie sprawdził się wyśmienicie. Oś fabularna filmu jest prosta – sąsiadami Christiego zostaje młoda para, Timothy i Beryl Evansowie (w tych rolach: John Hurt i Judy Geeson). Z czasem bohaterowie filmu zaczynają mieć coraz więcej wspólnych spraw z sympatycznym, nieco zdziwaczałym lekarzem polowym. Młode małżeństwo nie jest zupełnie świadome tego, jak niebezpieczną znajomość zawarło…

Film został zrealizowany z niesamowitym wyczuciem, dzięki czemu wszystko zagrało w nim jak należy. Postacie są wiarygodne, a obsada aktorska została idealnie dobrana. Powojenny, wyniszczony Londyn wygląda przygnębiająco, a nastrój grozy jest potęgowany przez ponury podkład muzyczny. Dodatkowym atutem filmu jest to, że kręcono go dokładnie w tym miejscu, gdzie przed laty działał prawdziwy John Reginald Christie. „Dom przy Rillington Place 10” powinien być wzorem dla wszystkich twórców chcących podjąć temat biografii seryjnego mordercy. Produkcja Richarda Fleishera skupia się na psychice mordercy, wprowadza biograficzne detale, jednak nie wpada przy okazji tego w sztuczny biografizm, dzięki czemu film można oglądać jako świetnie zaserwowaną historię z biografią seryjnego mordercy w tle.

* * *

Inne filmowe historie usnute wokół biografii prawdziwego seryjnego mordercy:

  • „Bezlitosny  morderca” (2002), „Morderca znad Green River” (2004) – biografia Teda Bundy’ego,
  • „Dahmer” (2002) – historia Jeffreya Dahmera,
  • „Abecadło mordercy” (2008) – nierozwiązana sprawa Alfabetycznego Mordercy,
  • “Ed Gein: The Butcher of Plainfield” (2007) – historia Eda Geina,
  • “Gacy” (2003) – biografia Johna Gacy’ego.

Dlaczego filmy te nie zasłużyły na osobne omówienie? Głównie za sprawą pozbawionego psychologizmu okrucieństwa, ot za pokazywanie masakry dla ukazania samej masakry. Wyjątek w tym zestawieniu stanowi „Abecadło mordercy”, gdyż w przypadku tego filmu zawodzi najbardziej wątek policjantki Megan Paige (Eliza Dushku), który po prostu jest nudny i słaby.

Kamil Gołdowski

Liczba komentarzy: 5