Seriale wszech czasów: Miasteczko Twin Peaks

W dobie popkultury niełatwo o nieśmiertelność. Seriale pojawiają się, biją rekordy oglądalności, stają się tematem rozmów wszystkich, lecz z czasem ich popularność mija, są coraz bardziej zapominane. Trudno na stałe zadomowić się w masowej świadomości, dlatego też warto przypomnieć czasem o produkcjach, które przed laty były na ustach wszystkich. Za co je pokochaliśmy? Dlaczego warto do nich powrócić? Co sprawiło, że dziś nie każdy je dobrze pamięta? Cykl ten będzie poświęcony zakończonym, godnym uwagi serialom. Nie będę rozwodzić się w nim nad istotnymi szczegółami fabularnymi, gdyż a nuż przekonam kogoś do tego, by zetknął się z daną produkcją po raz pierwszy. Zatem zacznijmy wspominanie! Ogniu, krocz za mną. Na pierwszy ogień pójdzie kultowe „Miasteczko Twin Peaks”.

Podróż w jedną stronę do Twin Peaks

Miasteczko Twin Peaks - Podróż w jedną stronę do Twin Peaks

 „Twin Peaks” to amerykański serial produkcji Marka Frosta i Davida Lyncha, emitowany w latach 1990–1991. Warto zwrócić uwagę na te daty, gdyż w ostatnim czasie pojawiały się pogłoski odnośnie wznowienia serialu i powrócenia do (niestety) niedokończonej historii. Złe wyniki oglądalności sprawiły, że serial został anulowany po 2 sezonie. Rzekomy powrót do serialu miałby zostać oparty na zdaniu, które główny bohater usłyszał w jednym ze swoich snów z ust jednej z bohaterek: „Spotkamy się za 25 lat”. Cóż, jakiś fundament do kontynuowania to jest, jednak ostatnio coś o tym ucichło, więc zapewne rozochoceni fani będą musieli obejść się smakiem. Szkoda, gdyż kto jak kto, ale David Lynch byłby w stanie dobrze zrealizować szaleńczy plan kontynuacji po ćwierćwieczu…

O czym opowiada „Miasteczko Twin Peaks”?

O czym opowiada „Miasteczko Twin Peaks”?

„Twin Peaks” historia życia małego, pozornie spokojnego miasteczka, w którym dochodzi do morderstwa Laury Palmer (Sheryl Lee) – pięknej i uwielbianej przez wszystkich licealistki z dobrego domu. Zbrodnia ta jest na tyle niepokojąca, że aż budzi zainteresowanie FBI. Biuro wysyła na miejsce agenta Dale’a Coopera (Kyle MacLachlan), który przy współpracy z miejscowym szeryfem Harrym Trumanem (Michael Ontkean) ma za zadanie rozwiązać zagadkę śmierci nastolatki. Kto zabił Laurę Palmer? Najogólniej rzecz biorąc, byłoby można powiedzieć, że zabiły ją sekrety. Błyskotliwy agent wraz z rozwojem akcji poznaje coraz więcej mrocznych tajemnic mieszkańców miasteczka. Wygląda na to, że sielska i beztroska atmosfera Twin Peaks jest jedynie pozorem, gdyż w miasteczku i okolicznych lasach dzieje się wiele niepokojących, przeczących rozumowi zjawisk. Czy łączą się one w jakiś sposób z zabójstwem Laury?

Sekcja zwłok Laury

Główna oś fabularna „Twin Peaks” zaskakuje niejednokrotnie. Grono podejrzanych rośnie z każdym odcinkiem, zaś przez cały ten czas trudno kogolwiek z absolutną pewnością z tego grona wykluczyć. Dale Cooper, chcąc rozwikłać zagadkę, ucieka się do niekonwencjonalnych technik, takich jak analiza snów, badanie podświadomości bądź tzw. metoda tybetańska (rzucanie „nazwanymi” kamieniami do umiejscowionej nieopodal na pieńku szklanej butelki). Rozwiązania sprawy nie ułatwiają agentowi mieszkańcy miasteczka, którzy w obawie przed odkryciem ich sekretów (romansów i nielegalnych interesów) mataczą w śledztwie, zacierają ślady i popełniają kolejne przestępstwa. Rozwiązywanie zagadki śmierci Laury Palmer jest najlepszym śledztwem, jakie dane mi było obejrzeć na ekranie. Dlatego nie znających tej produkcji przestrzegam, by nie zaczynali przygody z „Twin Peaks” od filmu „Twin Peaks: Ogniu krocz za mną” z 1992 roku, gdyż jest on prequelem pokazującym m. in. ostatnie dni życia Laury Palmer. Lepiej poznawać szczegóły tych dni wraz z agentem Cooperem, a film zostawić sobie na koniec, potraktować go jako uzupełnienie i dopełnienie całej historii.

Dale Cooper i cooperyzm

Dale Cooper - Cooperyzm

Kto jest najjaśniejszym punktem „Twin Peaks”? Zdecydowanie Dale Cooper, z pozoru typowy agent – nienaganna fryzura, czarny krawat, biała koszula, czarny garnitur i stylowy prochowiec. Ot, konwencjonalny pracownik FBI w pełnej krasie. Daleko jednak Cooperowi do innych znanych z ekranu agentów, a w zasadzie – to innym agentom daleko do Coopera. Mimo sztywnego ubioru, Dale może być traktowany jako symbol życiowego spokoju i luzu. Pomimo nawału pracy, zawsze jest w stanie znaleźć czas na przepyszny placek wiśniowy i cholernie dobrą kawę. Ten kult małych przyjemnści wynika z wyznawanej przez niego filozofii życiowej. Poznajemy ją dobrze wraz z rozwojem postaci.

Jaka jest najcenniejsza lekcja, jaką przyswoiłem dzięki Cooperowi? Zdecydowanie ta o codziennym sprawianiu sobie prezentów:

Każdego dnia, raz dziennie, dawaj sobie prezent. Nie planuj tego. Nie czekaj. Niech się zdarzy. To może być nowa koszula, drzemka w fotelu, albo… dwie filiżanki dobrej, gorącej, czarnej kawy. Takiej jak ta.

Dale Cooper traktuje poważnie swoją pracę, jednak mimo tego zawsze jest w stanie znaleźć chwilę, by pozachwycać się miejscową przyrodą. Ilu z nas podczas wykonywania codziennych obowiązków byłoby w stanie przeoczyć naturalne piękno daglezji? Poczciwy agent bez problemu znajduje czas na tego typu obserwacje i być może właśnie dlatego jest siłą nieskończonej życzliwości. Bliskość z naturą oraz studiowanie wschodniej filozofii z pewnością pomogły mu w ukształtowaniu jego nieskazitelnej osobowości. Dale Cooper to najlepszy dowód na to, że od nieustannego zabiegania o majątek i zaszczyty, lepsze jest rozwijanie własnej świadomości i intuicji. Świadome życie powinno być zdaniem agenta fundamentem ludzkiej egzystencji.

Dale Cooper - pączki

Dale Cooper, mimo swej nieskazitelności, nie nudzi ani przez chwilę. To naprawdę duże osiągnięcie twórców, gdyż widzom bohaterowie przesadnie dobrzy zazwyczaj wydają się nużący. Odpowiednie wymieszanie nieskazitelności z ekscentrycznością sprawiło jednak, że agent Cooper jest jedną z lepszych postaci, jakie przewinęły się przez mały ekran.

Galeria ludzkich osobliwości

Dr. Jacoby - Galeria ludzkich osobliwości

„Twin Peaks” to nie tylko Dale Cooper, równie wiele przyjemności dostarcza widzowi poznawanie społeczności miasteczka. Delikatnie rzecz ujmując, mieszkańcy Twin Peaks są dosyć nietypowi. Każdy z nich ma swoje dziwactwa – jedne mogą wywołać śmiech, inne niepokój, niektóre zaś – obie te rzeczy. Twórcy śmiało operują estetyką kampową, przez co nawet prosty i poczciwy mechanik Ed (Everett McGil) wydaje się przerysowany w swej prostocie. W tym przerysowaniu tkwi całe piękno miasteczkowej społeczności, gdyż przyjemnie ogląda się grupę ludzi, w której dziwaczność jest cechą w zupełności normalną. To miła odmiana dla człowieka zanurzonego w szarej rzeczywistości, pełnej nieciekawych ludzkich sylwetek. U Lyncha i Frosta nawet miejscowe kelnerki i szkolni „szpanerzy” są interesujący. Drugi i trzeci plan „Twin Peaks” prezentuje się fantastycznie. Aktorzy zostali idealnie dobrani do swoich ról i naprawdę nie jestem w stanie wskazać ani jednej źle zagranej postaci.

Pieńkowa Dama

Moją ulubioną postacią z dalekiego planu jest Margaret Lanterman (Catherine E. Coulson), większości znana lepiej zapewne jako Pieńkowa Dama. Większość mieszkańców uważa ją za miejscową wariatkę, nierozstającą się ze swym pieńkiem, troszczącą się o niego i rozmawiającą z nim. Ci, którzy tak myślą są jednak w wielkim błędzie, widzą zaledwie powłokę tej osoby, gdyż jak się z czasem okazuje kobieta przy pomocy swego pieńka jest w stanie kontaktować się z wyższym, duchowym światem. Twórcy zdawali sobie sprawę z mocy tej postaci, dlatego też w wydaniu DVD postanowili umieścić przed każdym odcinkiem krótki komentarz Pieńkowej Damy zachęcający do dalszego seansu. Z ciekawych, bardziej zdziwaczałych mieszkańców miasteczka na uznanie zasługują także szalony psychiatra Lawrence Jacoby (Russ Tamblyn), jednooka konstruktorka bezszelesnych karniszy Nadine Hurley (Wendy Robie), zrośnięty z mundurem major Garland Briggs (Don S. Davis) oraz posterunkowa para – Andrew Brennan (Harry Goaz) i Lucy Moran (Kimmy Robertson). W pamięci zapadają również czyny pogrążonego w żałobie po stracie córki Lelanda Palmera (wyśmienity Ray Wise), który niebezpiecznie balansuje na granicy rozpaczy i maniakalnej wesołości.

David Lynch

Miasteczko Twin Peaks ma także tę dziwną właściwość, że ściąga do siebie wyłącznie agentów FBI, którzy zaprzeczają znanemu z ekranu stereotypowi. Przez całą akcję serialu przewija się trochę pracowników Federalnego Biura Śledczego: chamski i szczery do bólu (najczęściej własnego) patolog Albert Rosenfield (Miguel Ferrer), niedosłyszący zwierzchnik Coopera Gordon Cole (w tej roli sam David Lynch) oraz transseksualny agent Dennis (Denise?) Bryson (David Duchovny). Normalności nie można także zarzucić ważnemu w końcówce 2 sezonu Windomowi Earlowi (Kenneth Welsh), jednak do tej postaci powrócę jeszcze w dalszej części wywodu.

Różne typy kobiecości, różne typy męskości

Audrey - Twin Peaks

„Twin Peaks” jest pamiętany również ze względu na piękne panie, prezentujące różne typy urody i różne oblicza kobiecości. Z miasteczkowej społeczności szczególnie wybijają się trójka „królowych” Twin Peaks: naiwna i krzywdzona kelnerka Shelly (Mädchen Amick), bystra i wrażliwa Donna (Lara Flynn Boyle) oraz sprytna i nieco zagubiona Audrey (Sherilyn Fenn). Ciekawie przedstawia się również w „Twin Peaks” dojrzała kobiecość. Norma Jennings (Peggy Lipton), właścicielka okolicznej restauracji urzeka swoją klasą, zaś Catherine Martell (Piper Laurie) to typ pragmatycznej, niebezpiecznej kobiety. Orientalną nutę do miasteczka wprowadza Josie Packard (Joan Chen), choć akurat rzekomego magnetyzmu tej kobiety nigdy specjalnie nie dostrzegałem. Ot, taka azjatycka femme fatale zgrywająca niewiniątko. Fani Twin Peaks do dziś dyskutują o tym, która z pań miała w sobie najwięcej uroku. Ja swój głos oddaję na Audrey – za jej zręczne balansowanie na granicy niewinności i seksowności oraz za niepokojący typ dziwaczności, który widać między innymi w słynnej scenie jej nietypowego tańca:

Panowie nie pozostają w tyle za paniami. Mamy w Twin Peaks łamacza niewieścich serc, wrażliwego i muzykalnego, mknącego po szosach na harleyu Jamesa Hurleya (James Marshall), który swym cielęcym spojrzeniem budzi skrajne emocje widzów. Mamy też małomównego drania z kryminalną przeszłością – Hanka Jenningsa (Chris Mulkey). Jest również typowy samiec alfa, kierowca ciężarówki, bijący żonę mydłem schowanym w skarpetce Leo Johnson (Eric DaRe). Typ potężnego i bogatego mężczyzny reprezentuje Ben Horne (Richard Beymer). David Lynch i Mark Frost nakreślili tyle świetnych postaci, że nie sposób należycie je opisać w obrębie jednego krótkiego artykułu. Każdy mieszkaniec Twin Peaks jest unikatowy i każdy z nich zasługiwałby na co najmniej jeden, bardziej rozbudowany akapit tekstu. Szkoda jednak strzępić na to klawiaturę, gdyż najlepiej poznać ich osobiście, w czasie seansu serialu.

Schizy, lęki, niepokoje

Czarna chata (red room)

Mark Frost i David Lynch w swym serialu umiejętnie wykorzystali elementy typowe dla horroru, śmiało też sięgnęli po surrealizm, tak bardzo charakterystyczny dla lynchowskiej twórczości. „Twin Peaks” zawiera wiele scen snów, wizji i pozornych halucynacji. Zagęszczają one atmosferę w Twin Peaks. Sprawiają, że złowroga aura niepokoju i niesamowitości staje się niemalże namacalna. Gdyby nie elementy nadprzyrodzone, „Twin Peaks” nie wciągałoby aż tak bardzo.

Agenta Coopera w snach nawiedza dwójka kontrasowo zestawionych postaci: złowrogi karzeł (Michael J. Anderson) oraz służący dobrą radą olbrzym (Carel Struycken). Jednym ze znaków rozpoznawczych „Twin Peaks” stał się charakterystyczny czerwony, wyłożony czarno-białą posadzką pokój, w którym Dale Cooper, siedząc w czarnym fotelu, wysłuchuje pozornie pozbawionych sensu słów postaci umiejscowionych na czarnej kanapie. „Ta guma, którą pan lubi, znowu będzie modna”. Brzmi sensownie? Oczywiście, że nie. Wrażenie niepokojącej dziwaczności potęguje dodatkowo zniekształcanie głosów oraz szybkie przeskakiwanie obrazu. Wraz z rozwojem akcji okazuje się, że nie tylko Cooper doświadcza w Twin Peaks nadprzyrodzonych zjawisk. Jak to dobrze, że do śledztwa w miasteczku został przydzielony właśnie skupiający się na intuicji i podświadomości agent, gdyż standardowe, trzymające się kurczowo rozumu metody śledztwa z pewnością nie byłyby tutaj zbyt skuteczne.

Bob - Twin Peaks

Na wyróżnienie w tym miejscu zasługuje Bob, tajemnicza długowłosa postać, przewijająca się w trakcie śledztwa. Bob na ekranie nie pojawia się zbyt często, jednak każdemu jego wystąpieniu towarzyszy strach i groza. Trudno wyobrazić sobie równie demoniczną postać, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że słynny Bob w serialu pojawił się zupełnie przypadkiem. David Lynch pierwotnie miał w głowie ledwie mglisty zalążek postaci Boba. Podczas kręcenia zdjęć próbnych w lustrze przypadkowo odbił się dekorator – Frank Silva. Lynch był zachwycony tym ujęciem i dopiero w tym momencie jego koncepcja Boba rozkwitła, zaś charakterystycznemu dekoratorowi została zaproponowana rola w serialu. I dobrze! Bez silvovego Boba „Twin Peaks” straciłoby wiele. Na szczęście sprawne oko Lyncha nie przeoczyło tego przypadkowego odbicia.

Nieśmiertelna ścieżka dźwiękowa

„Twin Peaks” straciłby wiele ze swego uroku, gdyby muzyki do serialu nie stworzył Angelo Badalamenti. Znam wiele osób, które regularnie wracają do twinpeaksowego soundtracku, pomimo upływu wielu lat. Nic w tym dziwnego, kompozycje Badalamentiego zasługują na uznanie. To coś więcej niż podkład muzyczny towarzyszący scenom, muzyka z „Twin Peaks” żyje swoim osobnym życiem. Jeśli już jednak jest wykorzystana w serialu, to idealnie komponuje się z tym, co na ekranie. Wzmaga strach i niepokój, wywołuje uśmiech lub łzy bądź też pozwala na chwilę odpłynąć w sennym zachwycie nad pięknem miasteczka – przewijanie misternie skleconego intro serialu powinno być traktowane jako poważne wykroczenie i zbrodnia przeciwko estetyce i pięknu.

Julee Cruise

W serial została sprytnie wpleciona Julee Cruise, amerykańska piosenkarka i aktorka, która wcielając się w wokalistkę okolicznego klubu Roadhouse, wprowadzała bezpośrednio do Twin Peaks muzykę stworzoną przez siebie i Badalamentiego:

Dlaczego „Twin Peaks”, pomimo swej kultowości, nie doczekało się godnego zakończenia w postaci trzeciego sezonu?

Byłoby można długo gdybać na ten temat. Być może niektórym przestał podobać się ciągnący się długo wątek śledztwa, być może też niektórzy stracili zainteresowanie, wraz z rozwiązaniem głównej zagadki serialu. Jeśli jednak miałbym wskazać główną przyczynę klęski „Twin Peaks”, to wskazałbym na fatalną politykę stacji ABC, która zbyt bardzo ingerowała w zamysły Frosta i Lyncha.

O co chodziło? Najpierw stacja wywierała naciski na to, by przyśpieszyć rozwiązanie zagadki Laury Palmer, następnie zaś żądała produkcji następnych odcinków, w czasie gdy Frost i Lynch nie mieli czasu na to, by w sposób należyty zająć się projektem. Po zamknięciu śledztwa w sprawie Laury Palmer poziom serialu drastycznie spada, serialowi zaczyna brakować głównego wątku i przekształca się on w typową „obyczajówkę” z nietypowymi bohaterami. W dalszym ciągu jest ciekawie i zabawnie, jednak brak w tym wszystkim czegoś, na czym byłoby można oprzeć akcję, zanika również charakterystyczna dla Twin Peaks aura niepokoju. Nic zatem dziwnego, że widzowie w tym czasie zaczęli masowo porzucać śledzenie serialu.

Windom - Twin Peaks

„Twin Peaks” odżywa dopiero w końcówce drugiego sezonu, wraz z wprowadzeniem wątku Windoma Earle’a – zafascynowanego złem byłego agenta FBI, mającego pewne zaszłości z Dalem Cooperem. Borykający się z problemami psychicznymi Windom zaczyna grać z głównym bohaterem w śmiertelnie wciągającą partię szachów. Wykazuje także niezdrowe zainteresowanie nadprzyrodzonymi zjawiskami, które mają miejsce w miasteczku. Postać Kennetha Welsha ożywia akcję i sprawia, że serial znów jest tak samo wciągający jak dawniej. Jest już jednak za późno – zniechęceni wcześniejszymi odcinkami widzowie nie powracają do serialu. „Twin Peaks” zostaje anulowane wraz z końcem 2 sezonu.

Twin Peaks - pączki

* * *

W czeluściach internetu jeszcze dziś można odnaleźć dyskusje fanów odnośnie możliwej akcji w 3 sezonie. Zapewne przez jakiś czas będą pojawiać się plotki o kontynuowaniu serialu po latach, jednak raczej nic już z tego nie wyniknie. Wychodzi na to, że dalsze losy bohaterów każdy musi dośpiewać sobie sam. Postawione końcem 2 sezonu pytania pozostaną już na wieki bez odpowiedzi. Nie jest to jednak nic strasznego. Kto poznał inne produkcje Lyncha, ten wie, że reżyser ten ma w zwyczaju zostawiać widzowi otwarte pole do interpretacji. To dobrze. Ambitny widz nie oczekuje odpowiedzi zaserwowanych na srebrnej tacy, woli sam dotrzeć do sedna sprawy. Taka mała kontemplacja nad produkcją filmową bądź serialową może mu wszakże pomóc w popularyzowanym przez Coopera kształtowaniu własnej świadomości.

Kto nie miał do czynienia z „Twin Peaks”, niech nadrobi swoje braki, gdyż serial ten przetarł szlaki w amerykańskiej telewizji, wprowadzając do masowej świadomości nową jakość. Oglądanie „Twin Peaks” jest jak podróż w jedną stronę – raz obejrzany serial pozostaje w głowie na zawsze. Można zapomnieć fabułę, można zapomnieć bohaterów, jednak z całą pewnością w pamięci pozostanie magiczny, małomiasteczkowy klimat Twin Peaks.

Samica rudodrozda

Trudno też wyrzucić z głowy nieśmiertelne intro z serialu. Kultowego ptaka, tartak, drogę wjazdową do miasteczka oraz okoliczny wodospad. A właśnie! Wiedzieliście, że ptak z rozpoczęcia „Miasteczka Twin Peaks” to samica rudodrozda? Nic lepiej nie domknie tego artykułu od przypomnienia sobie raz jeszcze słynnej wejściówki serialu:

Kamil Gołdowski

Liczba komentarzy: 7