Zakochany Paryż vs Zakochany Nowy Jork

Zakochany Nowy JorkZakochany Paryż

  • - 82%
  • - 18%

Rzetelne zważenie i ocenienie tych filmów jest trudnym zadaniem, bo są to filmowe assemblage, zlepki etiud filmowych, zrealizowane przez kilku reżyserów.

„Zakochany Nowy Jork” jest wysmakowany, utkany z niedopowiedzeń, a o temacie zawartym w tytule wydaje się mówić drogą okrężną. „Zakochany Paryż” natomiast to film, który niemal w skodyfikowany sposób pokazuje stan zakochania się. Całe spektrum tego stanu, od szczenięcych zalotów do miłości macierzyńskiej, wzbogacony nietypowymi wariacjami (jak na przykład soczysta historia o wampirach czy czarującą nowela o mimach). Film różnorodny, twórcom jednak udało się wywołać efekt synergii – wszystko razem „zatrybiło”.

W Nowym Jorku historie przeplatają się między sobą, a elementem wiążącym to wszystko jest kamera podróżującej po mieście artystki. W „Zakochanym Paryżu” historie spaja przede wszystkim miasto, Nowy York jest natomiast gdzieś w oddali, ukazany jak odprysk, odbicie w szybie.

Suma summarum Paryż w tym pojedynku jest w lepszej formie. W „Zakochanym Nowym Jorku” wyróżnia się opowieść o chłopaku, który bierze na bal kaleką dziewczynę, ale w paryskiej wersji jest dużo więcej takich perełek. Które epizody podobały się wam najbardziej?

Redakcja / moonglasses

Jaki jest Waszym zdaniem najlepszy film, który rozgrywa się w jednym pomieszczeniu?